To ja

.

środa, 28 grudnia 2011

musze to przetrwac przeczekac trzeba mi

No cóż. Dziś nowy dzien. Po wczorajszej rozmowie z Bogiem, dochodze do nowego etapu, rozmowy, spotaknia z G, M czy cala reszta sa w chuj trudne, ale otwieraja oczy na zycie, po prostu na zycie. Zycie przeszloscia, a przynajmiej moja przyszloscia jest durne. nie ma sensu teatralizowac mojego zycia. zaczynamy od nowa. ja. sama. chce dac rade, chce miec same szczesliwe dni. a przynajmiej starac sie takie miec. mam 17 lat, nie moge wymagac od siebie az tak duzo. trudno. zly humorze odejdz i nie nachodz mnie w tej chwili, prosze

wtorek, 27 grudnia 2011

blokada mojego twardego serca

O, kurczę. Wróciłam. Jest tak smutno. Dzielenie się opłatkiem z anorektyczką nie pomaga.  (...) Kurczę, takich życzeń nie złożył mi jeszcze nikt. Nikt tak jeszcze sucho nie wypowiadał słów, mojego imienia. Nikt nie mówił: '...i żebyś nigdy tu nie wracała, bo mimo iż tu Twój dom, nie chcemy Cię tutaj, i Ty tutaj nie chcesz nas...'. To przezycie nie do opisania. To tak wielkie emocje, że nie umiem ich do niczego porównać. Nie wiedziałam dlaczego sprzedawczyni tak dziwnie na mnie patrzyła. Ale gdy poszłam do toalety wszytsko się wyjaśniło. Moje policzki spuchnięte i czerwone od łez, oczy jak panda czarne od tuszu i eyelinera. Sama się do siebie usmiechnęłam. Widziałam to na filamch, a aktorką nigdy być nie chciałam. To dziwne, taki płaczliwy nastrój, który towarzyszy mi od wczoraj, dziś nabrał większego sensu. Niech to się już skończy. Niech to bedę tylko ja. Niech nas nie będzie dwie. Chec byc tylko ja. ja. ja. ja. ja. ja. bez jej emocji, uczuc i pragnienien. nie lubie juz siedziec na jej kolenach. no i co z tego, ze wyszla z mojego ciala, gdy opanowala moja dusze. to juz nie jest moja dusza. to okropne. ... ja. ja. ja. ja. ja. ja. ja. prosze odejdź

http://www.youtube.com/watch?v=7LD7Plg_aL0

poniedziałek, 26 grudnia 2011

najtwardsze serce

To takie upokarzajace, ze nie mgoe sie rozczarwac na plus, nie. to zle slowo, to takie upokarzajace, ze nic mnei nie zaskakuje. dziekuje bardzo za te przemile sweita. bylo tak cudownie, ze gdybym sie dowiedziala, ze za rok swiat nie ma - skakalambym z radosci, zminielabym teraz repertuar, co, przy flo bym zostala, ale bym poskakala przy czym sbardziej tanecznym i mniej zimnym.
moje siniejace od chlodu usta nie potrafia mowic. placze sie w mojej glowie tyle slow, to nie to co kiedys. to juz nie ma takiego znaczenia. potrzebuje sie przytlic do mamy. potrzebuje plakac glosno. nie umiem tamowac juz lez, choc tak bardzo chce
'no, ola to chce utrzymac fason silnej, ale jest z tego domu nadwrazliwsza' - jak Wy mnie kurwa znacie.
jest rodzinnie, pieknie. harmonia, spokoj milosc i dziekuje.
zapisalam polowe kartki A4, ale nie opublikuje tego tutaj, nie powinnyscie tego czytac, nie bede sie juz bardziej upokarzac. przepraszam Grzesiek,









piątek, 23 grudnia 2011

nowa piosenka, nowy świat

Nowy film, nowy światopogląd, więcej do myślenia, więcej pseudointeligentnych zdań, metafor na siłę i porównań wyjętych z dupy. Mi się już nie chce. Ja mówię głośno, rezygnuje. Pojawiają się nowe zajęcia, czas uciekać. A może nie... Uciekać to złe słowo. Ja bedę stać w miejscu. To Ciebie już nie ma. Słowa nie mają większego sensu, to tylko słowa. Nic nie zmienią. To nie czas na pobudki, zaspaliśmy, już dawno po fajerwerkach. To idiotyczne mówić: 'Trudno mnie kochać, jestem taka i taka, mam same wady" i nic z tym robić a na koniec jeszcze dodać: "Jestem taka samotna". Ojej, jakie to idiotyczne.
Postoje, poczekam, na pewno ktoś mnie pokocha. Tylko jak się zorientuję, że nikogo w około nie ma, to nie bedę płakać. Bo to będzie moja wina. Stworzenie sobie swojego cudownego, idealnego tlyko w głowie świata, zamknięcie się w nim, zmiania całego swojego 'ja' - spoko. Ja wysiadam, już teraz. I jakkolwiek to tragiczna w skutkach decyzja, to już ją podjęłam. Koniec starań. Pozostaje tylko ja. hello Ola!

Interpretujcie to sobie jak chcecie, ja też mam to gdzieś, jak zresztą cały świat, all the time!
A, wszytkim odwiedzającym życzę spokojnych, nieobżartych świąt, miłości, bo to przeciez takie niezbędne, przyjażni prawdziwej , zdrowia, zarówno psychicznego jak i fizycznego, dobrej muzyki w głośnikach, poprawiającej nastrój, i samych ludzi w około, którym się chce żyć! AAAA, i otwartości na ludzi, na świat! Przesłam Wam buziaki z mojej dżungli! Pozdrwiam Karnasię :*, Marcelinę i Grześka! (Dzięki G, że dzięki Tobie mogłam zmienić nazwę bloga, choć to nie tylko dzięki Tobie)
Pozdrawiam wszytskich, którzy ze mną PRZEZ CAŁY CZAS byli kiedy mi bywało tak chujowo i że się interesowali, że się pytali, że dzięki Wam nie wymiotuję przez uhuhu dwa/trzy miesiace? nie wiem, ale dziekuję. Jesli to WAs zakuło tearz serduszko, to znaczy, że to o Was. no ewentulanie może Was zakuć, ale tak negatywnie już. KOCHAM MOCNO! 

wtorek, 6 grudnia 2011

oni nie dadzą Ci tego co mogę dać Ci ja

Przeczytałam przed chwilą całego mojego bloga. Nie potrafię Wam przekazać tego żadną metaforą, żadnym stwierdzeniem, żadnym cytatem jak wielki czuję wstyd. Płaczę.
A może to tylko mi się wszytko zdaje. 

I see a storm bubbling up from the sea

Zapaliłam trzy świeczki. Pomarańczową, guaranową i mango. Mango, które się nie odmienia. Guarana chyba też, no, ale niech zostanie. Wiesz.... Zajęłam drugie miejsce w konkursie 'Co Ci daje wolontariat?'. Wygrałam 6 książek. Chyba są fajne. Pożyczę Ci, jeśli zechcesz. W niedzielę byłam w Warszawie. Fajnie było, wiesz? Podpisałam dokumenty, że jestem świadoma terapii jaką przechodzę w związku z bulimią (blablabla). Wszytko mało ważne. Wiesz... 27 grudnia mam spotaknie wugilijne u Grzesia. Będzie Marcelina i cała reszta koleżanek z tego świata. Trochę się boję stanać twarzą w twarz. Ale będzie dobrze, co nie? Powiedz, ze bedzie dobrze. ... Uf, dzięki. A... a co u Ciebie?

środa, 23 listopada 2011

edytuj posty dziwko

Dlaczego miałabym wpadać do tej komnaty tylko gdy chcę wylewać rzewne łzy? Szczeście może wylewać się ze mnie, ot tak. Może, prawda? Smutek przynosi wenę, przynosi słowa, które wylewają się w takiej kolejności, że właściwie nie trzeba myśleć, to się po prostu dzieje. Świat, światem, dżungla dżunglą a Ty siedzisz sobie z kubkiem świeżo zaparzonej mięty i myślisz. Myślę. Stan nieokreślony. Stan szczęścia taki stan nieważkości, gdzie grawitacja może sobie krzyczeć ile chce. Jak dobrze latać i nie ważyć, choć w tym ułamku sekundy. Szczypanie własnego ciała nie zmniejszy jego WAGI. Właściwie dziś tak się lenię, że chyba dokończę tylko książkę o teatrze, którą wypożyczyła mi mama, dokończę historię i oddam się w błogi stan odpoczynku.
Gdy zaczyna lecieć "Nomada" przeszywa mnie dreszcz, mimo wszytsko nie umiem przełączyć, nie chcę przełączyć. Welcome in my world!

niedziela, 20 listopada 2011

pewne rzeczy

Pewnych rzeczy nie można przeżywać samemu, pewnych rzeczy nie chcemy przeżywać wcale. Wybiegłam z domu, wszystko zaczęło wrzeć. Kipieć. Nie myślałam. Nie chciałam myśleć wcale. Nie płakałam. Biegłam. Tym razem nie zahaczyłam się o jakiś korzeń wystający z zimnej równiny. Nie bałam się, choć ciemność wnikała w ciemność. Jak małe dzieci rzucają się na pierwszy biały puch, chcąc odkształcić swoją sylwetkę na śniegu nazywając to aniołem, tak jak rzuciłam się na zimny grunt. Zabolało. Nie wiem czy fizycznie czy psychicznie. Nie chcę wiedzieć. Lubię uciekać. Niewiedza jest bezpieczna. Jest pusto i bezpiecznie. Kiedyś siedzenie na strychu było ucieczką od zgiełku czegoś co zdecydowanie zaliczało się do złego. Był czerwiec, małe okienko zawsze było otwarte a i tak było parno. Siadałam pod wielką szafą, która zajmowała jedną ze ścian, chowałam głowę w kolana i myślałam.Nigdy bym się nie spodziewała, że dojdę aż tu. I przepraszam siebie sprzed trzech lat, że sama dla siebie jestem takim potworem, takim kłamliwym potworem. I naprawdę, nie mam ochoty już budować pięknych metafor, mam ochotę uderzyć własną głową o stół. I nie umiem Wam tego podkreślić jaką w tym momencie złość czuję do samej siebie. Mam ochotę zafundować sobie najgorszą karę. Szkoda mi siebie. Już nie mam gdzie uciekać. Sama przed sobą. O paradoksie.
Wróciłam, obejrzałam po raz dwusteny 'stowarzyszenie wędrujących dżinsów'. Chyba chciałam zobaczyć co się zmieniło. Wrócić wspomnieniami? Nie wiem. Może. Może cos zweryfikować. Może. K, zawsze była utożsamiana z Leną. Piękna, ale nieśmiała. Mądra i nie do końca znająca swoją wartość. E natomiast to połączenie Carmen i Tibby. Skrywanie siebie by się odkryć na pokaz i emocje, których nigdy ukryć nie potrafiła. Ja? Ja nigdy nie byłam utożsamiana z kimś konkretnym. Miałam w sobie spontaniczność i energię Bee, nieśmiałość odziedziczyłam po Lennie, coś co E i K nazywały duszą artysty miałam po Tib, a po Carmen to, że to ja byłam kronikarką. Właściwie tylko pod tym względem łączę mnie z EiK z tym filmem. Coś co nas łączyło nie istnieje, jest zapisane na kartkach i wiele bym dała by móc to odczytać. Dla siebie. Zdecydowanie dla odkrycia w Sobie Bee, Len, Tibb i Carmen. I ich pozywtynych cech. Oglądałam ten film i zobaczył w nim Was. Tak, Ciebie też. Zobaczyłam Wasze emocje, sytuacje, których do tej pory nie rozumiałam. I tu mam na myśli konkretną postać. Fragment gdy babcia Len mówi: "Rodzina to największy skarb... Gdy ją stracisz, dopiero wteyd możesz powiedzieć jestem sam..." - przepłakałam jak zresztą połowę filmu. Gdy 12-letnia Bailey umiera, a razem z nią część Tib, zrozumiałam coś, czego do tej pory ogladając ten film nie rozumiałam. Patrzyłam na niego tylko jak ja, E, K i nasza Bluzka, któa tak naprwdę podzieła nas na 2 plus 1, co zresztą widniałą od zawsze. I nie, nie boli mnie już to. Właśnie to chcę podkreślić. Ten film w jakiejś tam cząstce przestał byś symbolem. Choć cięzko do niego wracać. Ale wspomnienia bolą. Z czasem się można do nich przyzwyczaić, a czasem, tak jak ja zupełnie zapomnieć. I zacząć utożsamiać z terażniejszością. Dobranoc

niedziela, 6 listopada 2011

myje palce

Odtworzyłam nomadę już ponad 20 razy, jak nie więcej. Strasznie mi wstyd, że znów przegrałam. 

poniedziałek, 31 października 2011

tak się tylko zastanawiam

... no i dochodzę do wniosku, że co ja Wam miałam wtedy powiedzieć? Że mi żle? Że mi żle, bo czuję się brzydka i gruba i, że właśnie dlatego do końca życia bedę sama? I to nie chodziło o brak czułości, bliskości czy jak to można nazwać. Sama nie wiem o co chodziło. O co chodzi (?) A może właśnie oto chodziło. W trochę owinięty w bawałnę, ale jednak jakiś sposób opisuje to własnie Werter. o właśnie tu: http://www.photoblog.pl/pssik/106659228/poczucie-wartosci.html .No i ja analizuje sobie trochę tą jego wypowiedź. On dużo mądrych rzeczy mówi, trzeba się wczuć. A ja akurat gdy czytam to się wczuwam, jak chyba nigdy. Czasem się z nim nie zgadzam. Bo nie każdy porównuje siebie do drugiej osoby. Mhm, kurczę. Może inaczej. Nie w każdej sprawie. O, lepiej. Wiecie, przecież o co mi chodzi. O co innego mogło by chodzić. Ja wiem, dwie osoby powiedziały: Musisz ustalić priorytety. Właściwie trzecia osoba też tak powiedziała, w każdym razie taki był sens jej zawiekłąnej wypowiedzi. Priorytety, PRIORYTETY. Trudna rzecz. Moimi priorytetami są inni ludzie, nie ja. Ale z drugiej strony to własne ciało chce doprowadzić do jakiegoś stanu idealnego. Jakiegoś, bo ja sama nie wiem jak on wygląda. OH! i tu leży pies pogrzebany. (tak się mówi? w każdym razie obiecuje, że nie bedę tak mówić, bo to bardzo brzydko brzmi i dość niesmacznie). Alee... wracając. Właśnie problem polega na tym, że to nie ja kreauje mój stan idelany. To Wy, ludzie. A bardziej detalizując tą wypowiedzi, byście mnie zrozumieli. Wy kreujecie MÓJ stan idealny, ja być może kreauje też. Ale nie swój. Rozumiecie? Oszukiwanie siebie, że odchudzanie się itd, że ja robię to dla siebie nie było w porządku. Przyznajmy, że zalezy mi tylko i wyłącznie na zdaniach ludzi. I tu przechodzimy do już tego KONKRETNEGO PROBLEMU, który uogólnia te małe, umówione wcześniej. Normalnemu człowiekowi zależy na tym, by sam stojąc przed lustrem powiedział: ' Jesteś piekny'. Mi się jeszcze nie udało. Ja właściwie stoję i się karcę. Wyliczam sobie kalorie, powtarzam 'olka, nie wpierdalaj tyle, G, zamiast ciastka w galerii zjadła ok 100 mniej kaloryczną bułkę, a Ty wpierdoliłaś ponad 300 kcal.', 'olka, M w szkle nie jje nic, Ty wpierdaalsz dwie bułki", "A, pije tylko wodę, a Ty ciągle wpierdaalsz...". karcę siebie, zajadając się batonem i krzyczę  z pełną buzią 'MUSZĘ TO ZMIENIĆ!' o głupia ja. A najgorsze to jest wszytsko to, że to jest taki żałosne. Takie upokarzające. Czuć się zawsze gorzej. i tego nie da się wytłumaczyć. Bo cień to chyba moje miejsce.
Z dzisięć tysięcy razy chciałam usunąć to miejsce. No bo po co czytać o dziewczynie, która się nad sobą użala? No tak, nazwijmy rzeczy po imieniu! Szczerze mówiąc, to myślałam, że wygrywam i że bulimia to największy problem. Otóż nie. Choć nadal mi doskwiera, tearz boli mnie coś bardziej. A właściwie dwie rzeczy mnie bolą. Mój umysł, który wszytsko kalkuluje i puste serce. 

Uważałam, że się nigdy nie odważę:



niedziela, 23 października 2011

Plus i minus to zawsze minus. nie jesteś potrzebny plusie, jesteś nikim.

Można to nazwać wypalaniem się. Choć powstaję. Na nowo. Odradzam się. "Nic-nic-nic - aż w powietrza błękicie/ Skąpałem się... i ożyłem,/ I czuję życie!" (Kordian, Słowacki). Wydawałoby się, że szukanie jakiś wyjść ogłosiłam za zamknięte. Może to był błąd. Mam naprawdę ograniczone horyzonty myśleniowe. Zaścinkowe myślenie. Zamykanie siebie w pustym, białym pokoju sprawia, że nasza wyobrażnia działa intensywniej? Czy to kolory ją pobudzają? Ja nie wiem.
I jak to kiedyś pięknie ujęłam (to było dawno i musiało mi się wyrwać) jak kilka połączonych tkanek w narządy może tak bardzo ranić? Może bardziej pasuje tu 'zranić', bo to się więcej nie powtórzy. Czasownik dokonany. Dokonało się. 

piątek, 14 października 2011

czas biegnie szybciej

Siedzę sobie, słucham 'what the water gave me' cudownej Flo. Grzmi mi w głowie. Głośno, głośno, głośniej. Może to już czas na zmiany. Zagrzebałam się w papierach szukając materiałów terapii (cześć jestem ola, mam siedemnaście lat i już chodzę do psychologa, CZEŚĆ JESTEM OLA I JESTEM CHORA PSYCHICZNIE, JAK MOŻNA MNIE KOCHAĆ?), niestety nic nie znalazłam, nie wiem gdzie je wyniosłam. Rysowałam siebie i podpisywałąm każdy fragment swojego ciała. Nie wiem gdzie to zniknęło...
Trzymam w łapce kubek gorącej herbaty (o, leci 'haevy', a więc ada staje mi przed oczami). Sooooo, trzymam kubek gorącej niesłodkiej herbaty, jest zimno. Czekam tylko na te piątkowe wieczory, gdy 1/2 mojej rodziny idzie na próbę, a ja zostaje w cipełym domu, z książką. AAAA! właśnie. przeczytałam już 4 o teatrze współczesnym i o literaturze współczesnej. a nawet ostatnio (przez mieszka) ruszyłam poświatowską.
' znam cie na pamięć ty mnie pewnie tez (...) za duzo dziś wimy nie wiedziec lepiej jest (...) nie potrafisz wprost nie kochać mnie...'
dziękuję, pozdrawiam, ja

poniedziałek, 10 października 2011

kochaj mnie mimo wszystko proszę

Zmieniam się. Cokolwiek to jest, jest to potworem. Jeśli leci hey mimo wszytko, to może się stąc tylko jedno. Nigdy wczesniej sie tak nie kłócłyśmy. Nigdy przy mnie nie płąkała. Ukrywała to zazwyczaj. Dziś weszła do pokoju, rzuciła mi 50 złotych na kolanach i powiedziała 'tak, płaczę przez Ciebie' wyszła. 
To wszytko moja wina. Nie umiem tamować już moich łez. To wszytsko nie ma sensu. 

czwartek, 6 października 2011

fotorelacja




FLORENCE KRZYCZY MI DO USZU I USWIADAMIA MI, ZE TRZYMAM SIE ZAJEBISCIE. MOJE SPACERY SA CUDOWNE A FLORENCE KRZYCZY JESZCZE GLOSNIEJ. JEST CUDOWNIE

poniedziałek, 26 września 2011

zostawisz mnie jak pełen resztek stół

Nomada moim nowym hymnem?
Znów położyłam się na zimnej ziemii. Lubię tak lezeć i wpatrywać się w niebo, drzewa. Właśnie wtedy zaczynam dostrzegać w nich to, co na codzień nieistotne. Może właśnie oto chodzi, dostrzegać to coś, doceniać to coś.
Po raz szósty wczoraj przeczytałam 'Dziewczynę z pomarańczami', po raz szósty płakałam. Ale dopiero za szóstym razem coś zrozumiałam. Moze to życie, ta baśń wcale taka być nie musi. Co ja bym wybrała, gdybym miała taką możliwość? Nigdy się nie urodzić i nie przeżyć tych cudownych chwil, ale również ominąć paskudne noce? Czy może przyjść tu, tak jak przychodzę codziennie? Po co zadawać sobie te pytania, skoro tak naprwdę każdy z nas wybrał już, a może inaczej... nie miał wyboru. Zyję tu i mam świadomość, że kiedyś stąd odejdę. I nigdy nie bedę tego żałować.
Przed chwilą przeczytałam kilka razy fragment, nad którym zawsze kapnie mi słona kropla. Przed chwilą zeszłam na dół, przytuliłam się do taty i powiedziałam trzy słowa: ' tatusiu, choruję na bulimię...' Nie zamieniliśmy więcej słów, odeszłam.
Koniec z tym wszytkim, koniec z użalaniem się nad sobą.  KONIEC Z BULIMIA. TO CHORE, ZE SZYBCIEJ POTRFAIŁAM ZREZYGNOWAC Z PAPIEROSÓW, NIŻ Z RZYGANIA A PÓZNIEJ ZNÓW WPIERDALANIA. MAM DOŚĆ. PO RAZ PIERWSZY I OSTATNI.



...


Jak możesz mnie kochać? Jak możesz kochać moją kwasową duszę? Nie widzisz we mnie obrzydlistwa? Przez moje ręce co kilka dni przepływa struna wymiocin, które są na tyle obrzydliwe, że drugi raz nie muszę wkładać szczoteczki do gardła. Jestem tak zniesmaczona, że to wydobywa się ze mnie automatycznie. Jak możesz mnie przytulać? Moje gardło jest tak wypalone. Czuję, że nigdy nie ugaszę tego pożaru. Nie wiem jak można mnie kochać.



...


Schudnę. Wyzdrowieję. Z bulimią koniec i cokolwiek by się nie wydarzyło, nie bedę zajadać problemów. To od nich staje się bardziej grubsza i odrażająca. I Ady żarty, nie są żartami. Ma rację. Koniec.




...




Znikasz stąd, o! BULIMIO, znikasz z mojego życia.



dziękuję, pozdrawiam, ja

niedziela, 18 września 2011

kurtyna w górę

Przyszłam jeszcze na moment odwiedzić tą scenę, maleńką. Nie do odkrycia dla szarych dusz, które cicho się wokól mnie wiją. Czuję ich obecność. Jej na pewno.
Przyszłam zadać pytanie. Czy stan, czy bulimię można nazwać problemem? Czy nabrało to już takiego rozmachu, że stwierdzenie, że to przywyczajenie nie jest grzechem? Czy następny etap w definiowaniu TEGO, to po prostu nazwanie bulimii moim życiem? I skoro bulimia, to wiersz, który trzeba przeczytać od początku do końca, mimo iż jest nie wartościowy, to na której jestem strofie? A jeśli to dopiero początek? Co wtedy? Czy formowanie samych zdań pytajacych nie jest czegoś symbolem?
...

teatralnie się zrobiło

Zaczytując się w tych wszystkich książkach myślę mniej. A czytam coraz więcej. Polubiłam się uczyć. Polubiłam siedzieć cały czas w jednym miejscu, tu, na górze. W mojej dżungli.
 Gardło po czwartowej nocy piecze mnie nadal, przynjamiej rankami. Jeszcze nigdy tak długo mnie ten ból nie trzymał. Może tym razem naprwdę przesadziłam?
Nie wiedziałam, że i na fotoblogu są takie blogi. Nie wiedziałam, że tam ich tyle jest. Że potrafią przesyłać linki znajomym, każdego dnia pisać ile zjadły, jakie jest ich bilans dnia, a ich znajomi, ze szkoły każdy wpis kwitują ' uauaua, mhmh, bla bla bla, jestem z Tobą, wszytsko będzie dobrze' Nie wiem, nie mam pojęcia co mam w tym momencie powiedzieć. Nie rozumiem. Nie ograniam. Nie wiem. (stowarzyszenie 'nie wiem' :>)



wtorek, 13 września 2011

a we wtorek wieczorem

... przestanę lubić wieczory, kiedyś. przestanę do Was mówić. kiedyś. może dziś. może teraz...
PROZA ŻYCIA TO PRZYJAŹNI KAT

 "Lubiłam swój towarzyski grób, sama go sobie wykopałam i z radością się w nim położyłam. "
Because, I love you.
Well, that's too bad.

OSTATNIE DWA 
JESZCZE JUTRO
I KONIEC


dziękuję, pozdrawiam, ja

wtorek, 6 września 2011

never say never

Mama krzyczy 'idż spać', OLAmyśli 'bardzo Cie kocham, ale daj mi spokój, przecież Ty nie znasz tego uczucia, Ty tylko mnie oceniasz, TY mi mówisz, że jestem za chuda, że moje ręce to patyki, a wystające kości są obrzydliwe. Ty tylko mówisz mi, żebym się wyprostowała i nie kręciła włosów z nerwów. Uważasz, że dlatego nie rosną, bo ja kręce. Mamusiu, mam anemię, to NORMALNE. Mamusiu, mam bulimię, to NORMALNE. Ciągle się ze mną kłócisz i wybijasz mi z głowy, że "od stołu należy odejść głodnym", że powinnam jeść. Co TY czujesz? NIC. Nie znasz uczucia, gdy klęcząc nad T, patrzysz na przetrawione (choć, nie do końca) jedzenie, gdy lecą Ci łży, choć tak naprwdę tego właśnie chcesz. Masz troszeczkę racji, TO JA, ta, która się niczym nie przejmuje! Gówno prawda! Masz  w tym rację, Droga mamusiu! Zawsze mi powtarzasz, że mnie kochasz, na co ja zawsze, a przynajmiej gdy jesteśmy same odpowiadam 'taką grubą też?' Mamusiu, co TY w ogole wiesz?' Tak myślę, na co póżniej biję się w głowę, dochodzę do wniosku, że to ja jestem chujem i to ja zawsze wsyztko spierdalam i że Cie mamusiu bardzo kocham i, że cierpisz jeszcze bardziej niż ja i, że to doceniam i krzyczę wtedy" oksik, mamusiu, już idę spać'

środa, 31 sierpnia 2011

uczyń by moje serce było z kamienia

'Na pewno znasz takie noce. Ten destrukcyjny moment, w którym każda myśl waży grubo ponad tonę. I czy tego chcesz czy nie, jesteśmy tacy sami - nasze serca pompują krew, a łzy są słone...'


(...)Wyobraź sobie, że stoisz u progu tej wielkiej baśni, wiele miliardów lat temu, kiedy wszystko powstało. Możesz zdecydować, czy kiedyś urodzisz się i będziesz żyć na tej planecie. Nie wiesz, kiedy by to miało być, ani też jak długo będziesz mógł tu pozostać, lecz o więcej niż kilkudziesięciu latach i tak nie może być mowy. Wiesz jedynie, że jeśli zdecydujesz się przyjść na ten świat, gdy nadejdzie na to pora czy, jak mówimy, gdy "czas się dopełni", będziesz również musiał rozstać się kiedyś z nim i wszystko opuścić. Być może przyprawi Cię to o wielki smutek, gdyż wielu ludzi uważa życie w tej niezwykłej baśni za takie cudowne, że łzy napływają im do oczu na samo wspomnienie nieuchronnego końca.
Ogromnie boli myśl o chwili, w której nie będzie już następnych dni(...)

Co byś wybrał,(...),jeśli istniałaby jakaś wyższa moc, która pozwoliłaby Ci na taki wybór? Spróbujmy wyobrazić sobie taką kosmiczną wróżkę, obecną w tej wielkiej, tajemniczej baśni. Czy wybrałbyś życie na Ziemi, krótkie albo długie, za sto tysięcy albo sto milionów lat?(...)

Czy wybrałbym życie na Ziemi, mając świadomość, że zostanę nagle od niego oderwany, może w samym środku najszczęśliwszych chwil? Czy też już w punkcie wyjścia podziękowałbym za uczestnictwo w tej bezsensownej zabawie w "dawanie i odbieranie"? Bo przychodzimy na świat tylko jeden raz. Zostajemy wpuszczeni w tę wielką baśń. A potem....Pstryk, i skończona bajka!(...)

Pytam jeszcze raz: co byś wybrał, gdybyś miał taką szansę? Zdecydowałbyś się żyć na Ziemi przez krótką chwilę, aby po kilkudziesięciu krótkich latach zostać wyrwanym z tego świata i nigdy już tu nie powrócić? Czy też byś z tego zrezygnował? Masz tylko tę alternatywę. Takie, bowiem są reguły. Jeśli wybierzesz życie, wybierzesz także śmierć.(...)




Jostein Gaarder "Dziewczyna z pomarańczami"

wtorek, 30 sierpnia 2011

dziś mi tak źle, dziś mi tak niedobrze


"Stoję na parapecie
poniżej mnie, jak wąż pełza czarna przeszłość duszy
Jestem Aniołem wzbijam sie wysoko
dotykam jasnych gwiazd
dotykam blasku uczuć


Pomarańczowy motyl znowu się pojawił
przybył z wichrowych wzgórz
teraz fruwa nad moimi snami

W marzeniach jaśnieje świat,
trzymam za ręce wyobraźnię, ma Twoją twarz"

                                                             Kreska


Nie wiem czy mi na sobie zależy, wiesz? Siedzę w zielonej dżungli. Nie wiem czy mi na sobie zależy, wiesz? Nigdy już stąd nie wyjdę. Nie wiem czy mi na sobie zależy, już wiesz. Kształtowanie samej siebie już mnie nie bawi. Nie zależy mi na samej sobie. Ot, i tu koniec historii

poniedziałek, 29 sierpnia 2011

pachnę moją babcią

Od kiedy wróciłam do domu, chwilę przed pierwszą 25 sierpnia czuję się zupełnie inna. Wróciłam z energią, powerem, chęcią do zrobienia w życiu 'rewolucji'. Poznałam się tylu fanastycznych ludzmi z którymi (o dziwo!) łączy mnie o wiele więcej niż się komukolwiek wydaje. Wyjechałam, doceniłam to co mam. I strasznie się cieszę, że to co miałam tam i tam z daleka doceniałam, pozostało bez zmian. Otworzyłam się, jak nigdy. Powiedziałam tylu ludziom, co się kryje za moimi źrenicami, co mam w sercu. To uczucie 'po'. Jejku, nie można porównać go do niczego innego. Pokonanie własnego siebie jest największym zwycięstwem.
Moje własne wychodowane nogi.
Ludzie zmieniają ludzi. Poznajesz kogoś, poznajesz jego historię i zastanawiasz sie: mam lepiej czy gorzej? mam się cieszyć czy płakać? jak mu pomóc, gdy on cierpi? W końcu zdajesz sobie sprawę, że nie możęsz mu pomóc, on sam sobie nie potrafi, nikt inny też nie będzie umiał. Ta bezradność, oh, ona nie boli bardziej niż ból żołądka czy głowy, gdy kwas solny podchodzi Ci do gardła, a TY nie możesz go z siebie wypuścić. Nie boli bardziej, ale pali i rozdziera serca w taki sposób, że czasem nie możesz sobie z tym poradzić. 

Obóz obozem, trzeba wracać do rzeczywistośći, która tak cudownie jest rozjaśniana przez niektórych! 
ZA rok w Sulejowie, za rok bedę szcześliwa, zdrowsza, obiecuję Wam to ja, BYŁA harcerka (ale jednak) harcerka!

poniedziałek, 25 lipca 2011

nie rozumiem ludzi, którzy mają wszystko, a zachowują się jakby nie mieli nic

' - Ola, mam w ręku wyniki
- wszystkich badan?
- wszytskich
- i?
- co i? (smiech)
- niech Pan mi powie, że jadę
- jedziesz!
- AAAAA! serio?
- jak bedziesz brac leki, i JEŚĆ, to za dwa miesiące będziesz zdrową tancereczką!
- mama wie?
- wie, zaraz do Ciebie zadzwoni.
- dzięki, serio, dzięki.




Toś kurwa, tearz pozostało mi tylko żyć <3

piątek, 22 lipca 2011

magia i ja2

Przepraszam, że wszystko jest tak chaotyczne :C

magiczne morze i ja

Siedzę na plaży, morze szumi. Moje kochane, magiczne morze. W słuchawkach Perfect - Kołysanka dla nieznajomej. Siedzę sama. Obok mnie stoi jakiś mieszkowski trunek, palę papierosy. Z każdym wydmuchiwanym powietrzem, z każdą falą, która próbuję pode mnie podpłynąć oraz z każdym wersem tejże cudownej piosenki moje serce coraz bardziej drży. Siedzę sama, ej. Właściwie jest nas dwie. Ja i ja2. Jednym uchem wsłuchujemy się w szum białych jęzorów i a drugim wczuwamy się w tekst. Pierwszy papieros, jak gdyby świat za moment miał zniknąć. "Gdy nie bawi cię już świat zabawek mechanicznych..." Wypuszczam smoliste 'powietrze'. W mojej głowie pojawiają się obrazy. Ja. Ola. Jedna jedyna (nie ja2, anie nie Ja, to ta JA, ta jedyna sprzed kilku lat). Zawsze gdy wchodziłam na plaże pierwszy raz podczas mojego pobytu witałam się z moim morzem. Wskakiwałam w fale, albo rozkładałam ręce i krzyczałam 'DZIEŃ DOBRY'. Czy coś się zmieniło? Nie. Jak miło, że to pozostało. Pierwsza cecha, która łączy mnie i mnie2. Skończyłam pierwszego papierosa. Popijam czymś, od czego kręci mi się w głowie. Jest przyjemnie. Szum fal, TAAAAAAAAk i "kiedy dręczy Cię ból niefizyczny''. Kolejny obraz, kolejny zrujnowany świat. Znów ja. Mój pokó i ból, który nie wiem czy jest fizyczny czy nie. Gdy "niemo krzyczałam'' i ściskałam kapiego i o, dziwo! grzejnik, który wydawał mi się przyjemnie chłodny. Gdy zwijałam się z bólu już na łózku, gdy stwierdzałam, że to kolejny etap. To dobrze, że moja sypialnia znów zaczęła być moją sypialnią. A łazienka poszła w odstawkę. Nie jest źle. I wtedy znów ukłucie w zołądku. Tym razem to moja wina. Moje palce mimowaolnie dotykają mojej krtani, gdyby mogły posunełyby się o wiele dalej. Tak, znów jestem czysta. Na tym wspomnieniu, szybko wydmuchuję dym, odgarniam go czym prędzej, popijam czymś gorzkim by zakręciło mi się w głowie i czekam na kolejny obraz. Kolejny papieros. Kolejna fala, która pode mnie podpływa, moczy mi spodnie, ale nie zdaję sobie z tego sprawy. Leci Perfect: " Zamiast słuchać bzdur, głupich telefonicznych wróżek zza siedmiu mórz, spytaj siebie czego pragniesz, dlaczego kłamiesz, że miałąś wszytsko" Jest. Siedzimy we dwie, ja i ja2 w pokoju u Grzegorza. Udajemy obojętne. Siedzimy i śmiejmy się, podczas gdy Grzegorz jest śmiertelnie poważny i mówi nam, ze śmiech nic mi nie da. Pytam mojej koleżanki, czemu jej spyta o zdanie, czemu liczę się tylko ja. Za 5 minut, podczas gdy wygłasza swój referat na temat bulimii, zdaję sobie sprawę, że jestem tu ważna, tylko ja. Nie ona. Wyganiam ją, ale ona wtedy odpowiada, że jest za póżno. Wychodzę. Wypuszcam dym. Kolejny niedobry papieros. Zakopuję go w piasku. Najszybciej jak tylko się da. Biorę kolejnego, mam nadzieję, że tym razem będzie mi przyjemniej. "Gdy udając, że śpisz w głowie tropisz bajki z gazet, kiedy nie chcesz już śnić cudzych marzeń...' Słyszę  wtym momencie mewy i rybitwy. Gaszą się lataernie. Pozostajemy morze i my dwie. Wypędzam moją koleżankę jak się da, ponieważ okazuje się, że ona bardzo dużo waży. Przez nią, moje opragnione 43 kg stały się marzeniem nie do spełnienia. Uśmiecham się. Nasze marzenia nie wspólgrają ze sobą. Są cudze. Nie moje. Wyrzucam je, nie chce już o nich śnić. Nie chcę już tak żyć. Przypominam sobie, gdy z M.Z i M.J siedziałyśmy na parapecie, patrząc na nieżywy blok. Gdy większe bezpieczeństwo czuje się przy matce. Gdy moje serce zdaje sobie sprawę, że jest szczęśliwe. Ze taka koleżanka nie jest mi potrzebna. Pamiętam, jak w myślach powtarzałam "odejdż stąd". Pamiętam, że gryzłam się w język, by o niej nie myśleć. By nie zastanwiać się czy moje grube ciało, nie zajmuje za dużo miejsca. Wypuszczam dym. To było dość przyjemne. Stoimy w miejscu, ale tu przynajmiej jest ciepło. Piosenka dalej płynie.  Bosa do mnie przyjdź I od progu bezwstydnie powiedz mi Czego chcesz  Słuchaj jak dwa serca biją Co ludzie myślą - to nieistotn..." Tak. Teraz będzie pięknie. Przed oczami staje mi jedyna w moim życiu (to logiczne) randka i panorama miasta, jego światła i życie nocne widoczne z kilkunastu metrów nad ziemią. Palacami sięgam kolejnego papierosa,  ciągle mam zamknięte oczy. Szum fal przesłania wszytsko. Wsłuchuję się. Jest tak cudownie, wszystko jest na swoim miejscu. Tak mi się przynajmiej wydaje.  "Kochaj mnie Kochaj mnie Kochaj mnie nieprzytomnie Jak zapalniczka płomień Jak sucha studnia wodę Kochaj mnie namiętnie tak Jakby świat się skończyć miał..." Moja zapalniczka, kocha mój płomień. Wypijam ostatnie krople, ciągle jeszcze siedząc, zapalam kolejnego papierosa. M.C. Widzę M.C, godzina 24, my siedzimy na jakiejś polanie i palimy papierosy, udając dorosłe i dojrzałe przede wystzkim diwy, obojętne na wszelkie zło w nasyzm życiu, nie opowiadamy o sobie, my tylko palimy, zagryzając po kązdym papierosie 3 ememesami. Nasze problemy były nie ważne, po prostu siedziłyśmy, jadłyśmy. I nie było w tym żadnego podtekstu. "swoje miejsce znajdź I nie pytaj czy taki układ ma jakiś sens Słuchaj co twe ciało mówi W miłosnej studni już nie utoniesz..." W tym momencie podcza nie wiem już którego papierosa, zaczynam się zastanwiać co mówi moje ciało. Pamiętam gdy z M.W kończyłyśmy świat, popijaąć desperadosy i lechy, krzycząć 'brawo Boze', usilnie wsłuchująć się w piosenki zapomnieć o tym co nas trapi. "jak księżyc w oknie śmiej się i płacz Na linie nad przepaścią tańcz..." Właściwie to ja ciągle tańczę nad przepaścią, całe moje życie to jedna wielka lina, z któej mogę spaść w otchłań. Chciałabym by mnie ktoś trzymał za rękę, i cieszę się, że ma kto mnie na zanią trzymać. Pamiętam, gdy w ten deszcz, w tą burzę uciekałam razem z D.B na cmenatrz. Miejsce naszych spotkań. O Losie! Pamiętam, jak płakaliśmy nad jakimś grobem, skarżąć się na nasze życie. Pamiętam również, jak z K.W i E.D składaliśmy się po 6 złotych i kupowaliśmy lody, bitą śmietanę rurki, sok, wafle czekoladę i robiłyśmy desery lodowe. Zawsze w wakcje. Gdy trwała nasza cotygodniowa magia. Nawet gdy połowa szkoły miała z tego bekę. Kończę całą paczkę papierosów. DWypiłam już trunek. "AZ W JEDNA KROTKA CHWILE, POJMIESZ PO CO ZYJESZ".  kładę się już na piasku, słuchwaki wypadją mi z uszu. Właśnie wiem, po co żyję. Kurczę. No i co z tego, że mam bulimię? (tak, mam ją i tak, potrafię się przyznać). Zyję, mam wspomneinia, pomimo tego, że połowa ludzi już odeszła, jestem szczęśliwa z tym co mam. Naprwdę. Nie potrzebują nic innego. Nie muszę nawet zdrowieć. No OK. Wyzdrowieję, ale tu, tearz jest cudownie. Mogę nic nie zmieniać?
PS: Cieszę się, że jest już całkiem, całkiem, poważnie :>
pozdrawiam, ja

środa, 20 lipca 2011

piekna pani to nie ja

ola2011-07-14 19:57:30czesc. snilsycie mi sie. sen nie wazny, wlasciwe na pewno nic nie znaczyl. ale tak z czystej ciekawosci chciałąm sie spytac, czy nadal prowadzice zeszyt i trwacie z wymienna magia co tydzien? nie musicie odpowiadac, Wasza sprawa, zrzoumiem. ale jelsi mozecie to bylabym wdzieczna. pozdrawiam, ola


ewka dmochowska, klaudia wróbel2011-07-14 22:12:24nie, to była magia nas trzech, a nie dwóch, więc nie.






 I właśnie w takim momencie całe poczucie winy wraca. Kiedy czeka na odpowiedź zupełnie inną. A może nawet 'pocisk'. A tu dostajesz coś od czegoś w jednej sekundzie się uśmiechasz, a w drugiej zaczynasz zdawać sprawę, że to Ty wszytko rozpierdoliłaś. Że to było naprwdę coś magicznego i zaczynasz żałować, by za kolejną minutę przypomnieć sobie ostatnie słowa i wrócić do 'normlaności'. 

pozdrawiam, ja

czwartek, 14 lipca 2011

kochaj mnie mimo wszytsko, proszę


pozdrawiam, ja

te dni ciszy podpowiadają mi złe obrazy

' Witaj, Aleks ;-)


Przeczytałem Twój list i muszę przyznać, że jestem zaniepokojony. Kiedyś zupełnie inaczej reagowałaś na podobne tematy. Liczyły się dla Ciebie inne wartości. Nie możesz mówić, że Twoje życie jest ważne. Nie możesz również mówić, że jestem do Twojej dyspozycji, tylko ze względu na pieniądze. Nigdy nie ukrywałem, że jestem psychologiem z zawodu. Ale powiedziałem Ci również, że Twojej mamie ktoś mnie polecił, ze względu na to, że jestem dobry, bo wkładam w moją pracę duszę. Jesteś dla mnie bardzo ważna. Gdybyś kiedyś Ty napisała mi taki list, jak moja klientka (wiesz, która) zmartwiłbym się po części. Dlatego, bo masz potencjał, talent, o ile coś takiego w ogóle istnieje do bycia zdrową, piękną kobietą. Z naciskiem na zdrową i piękną. A szczególnie z naciskiem na zdrową.
Doskonale wiem, że nie mówisz mi wszystkiego.Traktujesz mnie jak kolegę, z którym można się pośmiać, traktujesz też trochę jak przewodnika z wycieczki po Warszawie. Jestem dla Ciebie nikim. Pomimo tego, że jestem tego świadomy - nie mam do Ciebie żalu. No bo jak można ufać facetowi po 20-stce i opowiadać mu o tym jak to rzygałam do sedesu? (Używam ostrych słów, wiesz dlaczego). Mówisz oswoić się z myślą, że jesteś bulimiczką. Ola, rozumiesz to? Nie jesteś jeszcze zdrowa, ale będziesz, rozumiesz? Ja Ci w tym pomogę, ale to Ty przede wszystkim musisz chcieć.
Mówisz, że bulimia przysłania Ci całe życie, że pojawia się prawie w każdej rozmowie i co najgorsze o TY zaczynasz o niej mówić. Przykro mi Ola, ale bulimia to Twoje życie. Sama je wybrałaś. Możesz z tego zrezygnować, jak najbardziej. A chcesz? Byłbym szczęśliwy, gdyby tak było.
Pamiętasz, w szpitalu spotkałaś dziewczynę, anorektyczkę. Opowiadała Ci o swoich przygodach, prawda? Trafiła do szpitala psychiatrycznego w Berlinie. Nie daje sobie już z tym rady psychicznie. Zaczęła ćpać. Udawała, że przecież wszytko jest OK. Jak Ty. Gdy spotkałyście się w szpiatalu, zachwycona byłaś jej uśmiechem. Nie dostrzegłaś nawet, że jej kości policzkowej wystają bardziej niż Twoje kości obojczyka. Nie zauwżyłaś tego, podczas gdy Twoja mama miała minę typu: ' Dlaczego moja Ola, rozmawia z tą okropnie chudą Panią?' Ona uważała, że ta 'Pani' jest ochydna, odrażająca, rozumiesz?
Ola, spotykamy się niedługo, porozmawiajmy, ale prosze nie rezygnuj z tabletek,  ani ze mnie. A w szczególności z dietetyka. Proszę.


Z gorącymi pozdrowieniami
dr. Grzegorz T. '

poniedziałek, 11 lipca 2011

skaczę w chmurach


Dwa zero przegrywam, z moją przyjaciółką. Nie mam czasu pisać, idę na rehabilitację. Odezwę się, obiecuję.
pozdrawiam, ja

niedziela, 10 lipca 2011

B(Ó)Limia

Zaczęłam się zastanawiać nad sensem tego wszystkiego, nad sensem mieszkania mojej przyjaciółki w mojej głowie. Ostatnio przyprowadziła ze sobą kolegę: BÓL. Boli. Boli mnie mocno. Od wewnątrz. Pomimo tego, że jest tak cudownie. Jest lato. Lipiec. Gorąco. Parzy mnie w stopy, gdy staję na asfalcie. Tak właśnie miało być przecież. Miałam stawać na progu, opierać się o firanki zwisające z góry i patrzeć na drzewa otulone światłem słonecznym, jak za starych dobrych czasów, gdy miałam 7 lat. Dziś też tak było, tylko, że jestem wyższa, GRUBSZA, i jakoś tak mniej szczęśliwa. Jest już póżno. Dochodzi druga. Nie chce mi się spać, a właściwie jestem zmęczona, tylko nie umiem zasnąć. Tak bardzo chce mi się jeść. Ale wiem, że gdy zejdę na dół, zostanę już tam. Przy lodówce, a póżniej przy sedesie. Nie chce już tam wracać, bo pokonałam już tyle kilometrów naprzód, a tearz co?Mam wracać? Tak po prostu? NIE. Mówię sobie, a przede wszystkim, Tobie, MOJA DROGA BULIMIO, mówię 'nie'. Proszę, nie kuś mnie. 1:25. Dlaczego ja nie mogę spać? Przynajmiej dzięki mojej bezsennośći pomogłam bliskiej mi osobie. Chociaż to. Mylą mi się literki. Czuję się strasznie słaba. Powinnam zejść po tabletki, ale boję się, że skręce w drugą stronę. Mam nadzieje,ze ta noc skonczy się całkiem całkiem.
pozdrawiam, ja

piątek, 1 lipca 2011

COME TOGETHER!

Spiewaj ze mna, moj mily. COME TOGETHER! --> AAAAAA!
Jest naprwde piknie i cudownie. Pomimo tego, ze zemdlałam dzis na zajeciach tanca. Ajajajjajajj. DOSTAŁAM się! Ola bedzie wystepować u pani Kini w pokazie. Ja i mój piękny jazz. Dam rade i nie zemdleję? DAM. I nie zemdleję. Idę, jeszce troche sobie potańczyć przy bitelsach i florence!

czwartek, 30 czerwca 2011

barokowa walka miłości i nienawiści

Dostałam wyniki. Zle ze mną. Naprawdę żle. Jestem na skraju czegoś, nie wiem czego, ale czuję, żę to granica wytrzymałości. Ale jestem szczęśliwa. Naprwdę nie intersują mnie te wyniki. nie intersuje mnie moja choroba, lekarze, szpitale itp. Gydbym tak miała przeciwstawić moje 'problemiki' z problemamy innych - oh, to byłby dopiero śmiech na sali. Tacy kalecy, albo ludzie, którzy głodują. A ja? ja jestem tylko bulimiczką i anemiczką. To nic. To takie wielkie zero. Jestem szczęśliwa, że żyję. Jestem szczęśliwa, że mam przyjaciół, że przede mną jeszcze tyle dobrego. Być może i złego, ale przecież to probelmy napędzają nasze życie. Sa jego nieodłącznym elementem. Elemenentem, który sprawia, że doceniamy piękne chwile. Na co nam smutek? Są wakacje, czas spontaniczności. Kiedyś, i to na pewno bedą te wakacje, wstanę rano i powiem sobie 'dziś WARSZAWA'. Wsiądę w autobus i stanę w prigu Dawida. Odwiedzę starych znajmoych. Póżniej pojadę do Olsztyna i tam porowiązuję wszytskie nieskończone sprawy. Zamierzam żyć, ale nie z myślą, że przecież może mi się coś stać, tylko dlatego by póżniej mieć wspomnienia. Takie o jakich marzyłam, bedąc pięciolatką. JESTEM SZCZĘŚLIWA! SŁYSZCIE TO?!  Nie było mi nic trzeba.
Gdy zemdlęję, śpiewajcie 'przeżyj to sam', a gdy położą mnie w szpitalu wypijcie za moje życie i moją obecność na kolejnej libacji! A CO?!
Kto wpada ze mną w nikotynowy nałóg?
pozdrawiam WAs z najpiękniejszym uśmiechem na twarzy, ja
ps: gdy schudnę jeszcze 5 kg, stawiam wszytskim kolejkę!

poniedziałek, 27 czerwca 2011

wszystko mi jedno

Jest mi wszystko jedno, naprwdę. Wszytko mi jedno, czy ktoś mnie jeszce pokocha. Czy ktoś mnie bedzie lubił. Czy mnie znienawidzi, czy będzie się mną przejmował. Czy do mnie ktoś napisze czy mnie ktoś oleje. Wszytko mi jedno, czy bedę szczęśliwa i czy ktoś będzie szczęśliwy. Obojętne mi jak potoczy mi się dalej życie. Czy bedę zdrowa czy chora. Czy będę żyć. Czy już może nie. Jest mi wszytsko jedno. A to dlatego, że mam wrażenie, że wszyscy ludzie powtarzają dokładnie to samo. Tylko zamiast mówić 'ktoś', mówią ' wszystko mi jedno co z olą, mam gdzieś czy będzie szczęśliwa, czy umrze, czy schudnie, czy sie potnie, czy strzeli sobie w głowę. wszystko mi jedno, czy jest bulimiczką, czy jest kochana, czy płacze, czy się śmieje. WSYSTKO MI JEDNO, co robi ze swoim życiem'. Tak, tak właśnie jest. Mam szczerze mówiąc dość, i mi również jest już wszytko jedno. Czas stąd wyjechać. Przyszedł czas na to, by w końcu ziscić swój plan.
pozdrawiam, ja

piątek, 24 czerwca 2011

just because i don't say anything doesn't mean i don't like you

Wakacje. Wakacje zaczęły rodzić się w mojej głowie, gdy świat przysłaniał mi dym papieorosowy. Wakacje zaczęłam czuć, w dzień zakończenia roku szkolnego, gdy siedząc na warszawskiej w takim miłym towarzystwie odganiałam gołębie. Wakacje zaczęłam czuć, gdy siedząc w wysokich trawach, rozprawialiśmy o życiu i tym, że wiek 17 lat to trudny okres w życiu. Nie tylko moim.  Wakacje zaczęłam czuć, marząć o nieprzespanej nocy w świetle tak miłego towarzystwa i świateł miasta. Odzyskuje powoli harmonię duszy. Bo harmonię ciała, phi! Nigdy nie odzyskam. Kaleczę swoje płuca, swój umysł, moje ciało, ręce, nogi, zołądek, serce. No i co z tego? Gydby Bóg zaproponował mi tearz drogę do nieba, pobiegłabym z szybkością światła. Co nie jest jednoznaczne z tym, że nie bedę potrafila cieszyć się życiem. Takim jakim je tearz posiadam. Mam nadzieję, że moja następna wizyta u lekarza przemów mi jeszce bardziej do rozsądku. Że mój kochany Grzegorz pomoże mi odnależć samą siebie. Proszę.
W sierpniu wyjeżdzam na dość długo. Nie wiem czy tego chce. Nie mam pojęcia. Ale moje życie przeplata się tak szybko i tak uwikłanie, że większy sens ma chyba niewiedza, a nie jej słowo przeciwstawne.
Dziś już lepiej mi, więc żegnam się z Wami z uśmiechem na twarzy! Mam nadzieje, że WY czytający uśmiechniecie się i docenicie to co macie. Bo to prawda. Problemy z samym sobą są o wiele gorsze niż te z innymi ludżmi. ALE nie mniej ważne. Dlatgeo jestem z WAMI. ZAWSZE. pomimo tego, że słaba i lżejsza o 1, 5 kg (hurrrra!)
Pozdrawiam, ja

sobota, 18 czerwca 2011

niemo krzyczę

Niemo krzyczę. Najtrudniejsza noc w całym moim życiu. Wyliczałam sobie wszytskich tych, którzy ode mnie odeszli. Jednym punktem łączycm jestem ja. To wszytsko moja wina. Przepraszam, za to, że kiedykolwiek cokolwiek spierdoliłam jak to ja zwykle ja. Boje się, boję sie samotności. Nie chce powtarzać takich nocy, jak ta wczorajsza. Czy mogę poprosić jutro? Nie chce już płakać. Chce żyć. Zaczynają się wakacje? Tak, czy ja to czuję? Nie. Chce  żeby dalej trwał rok szkolny. Nie chce, żeby cokolwiek się zmieniło. Nie chce być drugoklasistką. Chce wiecznie miec te niecałe 17 lat. Jestem wielkiem paradoksem, sama sobie zaprzeczam. Nie chce patrzeć na świat przez wilgotne oczy.Wszytskim się martwię na zapas. Wszytskiego się obawiam. Z wsyztkim przesadzam. Czy Wy, którzy pozostlaiści, też odejdziecie? Boję się samotności. Boję się, że zostanę sama, gruba, brzydka ja. Niemo krzyczę. Nikt nie słyszy. Chce już iść spać. Chce przespać ten czas.

środa, 15 czerwca 2011

milo było, bo mnie nie było





Przepraszam, że tak długo mnie nie było. Byłam nad morzem, powiedzmy, ze odpoczęłam. Powiedźmy, no. Zaczełam się zastanwiać się nad caaaałym moim życiem. Dziś, dowiedziałam się paru rzeczy. I pomyślałam 'kurwa, co to jest zaufanie?' To nie ma nic do rzeczy. Cały świat oparty jest na kłamstwie. Przyjażń nie istnieje. Wszytko rozpierdala się szybciej niż zacznie płonąć. Ah, czuję, że opadam z sił. Czuję, że moje życie nie ma sensu. Ze dalsze leczenie jest nienaturalnie złe, a ja? a ja się rozpadam, kawałek po kawałku.
Wszystko we mnie drży, a moje ciało jest wątłe. Nie fizycznie, ale psychicznie. Właściwie nie ciało, a jego wnętrze. Wypieprzyłam lustro z pokoju. Nie mogę się już nawet na siebie patrzeć. Wczoraj moja mama uświadomiła mi, że z tego wszytkiego, zamiast kupywać ubrania we własnym rozmiarze kupuję rozmiar większe. Czuje się paradoksalnie z tym źle. Miało mi być tak dobrze! Moja Droga, przyjaciółko, bulimo, wróć...

piątek, 3 czerwca 2011

znowu muszę udawać...


To się nazywa być pięknym!!!

"Znowu przyszło mi płakać,
za to, że chciałam sie śmiać
tysiąc razy oddawać,
to co trafiło sie raz.

Makijaż jak zawsze, by ślady łez zatrzeć,
niech nie widzą, że płacze.
Powieki sa po to żeby nie patrzeć,
jak odchodzisz na zawsze.

Znowu musze udawać,
uśmiech przemycić na twarz,
że to nic,
że to tylko taki stan,
że ja tak mam.

Makijaż jak zawsze, by ślady łez zatrzeć,
niech nie widzą, że płacze.
Powieki sa po to żeby nie patrzeć,
jak odchodzisz na zawsze."

Dzwoniła A. Wiem, że coś jest w szkole nie tak, to było słychać, to dało się wyczuć. Potrzebuję z litr alkoholu. (Boże, jak to dziecinnie brzmi) A jeśli nie, to 11 wesele i morze. Tak, tego właśnie mi trzeba.Niech morze napłeni mnie siłą. Tak jak niektórzy ludzie i dziękuję, naprwdę.

czwartek, 2 czerwca 2011

Jeszcze chwila, jeszce minuta

Wpadłam jeszce tylko na chwilkę, bo o 12 wyjeżdzamy. Wpadłam, bo muszę napisać jeszcze o jednej sprawie. To będzie taka apostrofa, do pewnej osoby. Mianowicie, DAWIDZIE:
Nie wiem czy kiedykolwiek podarują Ci adres tej strony internetowej. Jeśli nie, o trudno. Nie wiem, czy bedę potrafiłą się na to zdobyć. Jeśli tak, to przeczytaj to uważnie. Słowo po słowie.
Nie wymagam od Ciebie wielkiego kambak. Chcę Ci tylko udowodnić, że to jakie argumenty podajesz dla skończenia naszej znajomości, sa przejawem Twojego hipokryzmu. Spójrz, poczytaj to. Gdzie byłeś? Dlaczego o tym wszytskim nie wiesz? Wiesz, zostałam kiedyś porównana do sudoku. Trudnej gry, dla większości osób. Ale to jest gra, którą da się rozwiązać. Trzeba chcieć. Jak nie uda się za pierwszym razem, to trzeba próbować. 10, 25, 30 raz. Jeśli Ci zależy, bo jeśli nie, to pierdol sudoku. Na co to komu?
Przykro mi, że zarzucasz mi egoizm. Że nigdy mnie z Tobą nie ma. Że Ci nie pomagam. Nie chce wypisywać Ci w punktach to co kiedykolwiek dla Ciebie poświęciłam. Masz racje, ostatnimi czasy nie było mnie przy Tobie. Ale weź pod uwagę to, że ja też mam swoje życie i swoje problemy. Które zabijają mnie od środka. Nic inne nie przysłania mi tak oczu, jak to co dzieje się teraz. Przepraszam, ale nie potrafię pogodzić własnego życia z tym, co jest na około mnie. I za to szczerze przepraszam. Tylko widzisz, to nie ejst kwestia dobrej przyjaciółki. To kwestia mojej psychiki, która jest już na samym dnie. Nie wracaj do mnie jeśli nie chcesz. Ale nie mów mi, że byłam zła przyjaciółką. Bo akurat tego zarzucić sobie nie mogę. Przez większość mojego życia, nie kierowałam się egoizmem. Teraz przyszedł na to czas, chociaż walczę z tym jak mogę, to jest o wiele silniejsze ode mnie. Wszytsko wisi na cieniutkim włosku, Dawid. Pewnie spytasz, dlaczego to piszę? Wiesz, nie rozumiałam S. gdy mówiła, że 'musi doprowadzić do końca każdą sprawę'. Może dojrzałam i właśnie to zrozumiałam. TRZYMAJ SIĘ!


zawracanie losu, to jak zawracanie rzeki kijem. Ale może bedę pierwszą, której się uda.

Pozdrawiam, Ja

STOLICO, nakurwiam

Dziś stolica. Lekarze. Szpital. Biało i ponuro. Może wpadnie Mieszko z balonem z helem, jak to zazwyczaj w amerykańskich filmach się kończy. Ciekawe, czy ja też wyjdę z tamtego miejsca z uśmiechem na twarzy, jak te wszystkie hollywoodzkie aktoreczki, mhm
Jest źle. Zaczynam zastanawiać się nad sensem życia. Okej, dorosnę. Bedę miała 20 lat, studia, wielkie miasto. Ale na co mi to wszystko, skoro w zupełnie innym wymiarze bedę nocą? Zaczynam się cholernie bać. Zycia. Siebie. Siebie, przede wszytkim. Hestem swoim największym wrogiem, a strach w moich oczach przeraża mnie bardziej niż RING, albo inny horror z czasów wczesnego dzieciństwa. Matko, tak bardzo się boję, że zranię tych wystzkich co ze mną są. Boję się. To bolałaby mnie bardziej niż mój ból fizyczny.
Dziś znów nie spałam. Łazienka stała się moim ulubionym miejscem w domu, a łóżko jest moją nocną zmorą. Czy wszytsko musi spadać mi na twarz za jednym razem? Naprawdę czas stąd wyjechać. To jest właśnie mój punkt kulminacyjny. Alkohol już nie daje zapominać o wszystkim. Przestał być także rozwiązaniem problemów, dot. wymiotów. Nic już nie rozwiązuje moich trosk. A ja nie potrafię tego zmienić.
Pozdrawiam, Ja

sobota, 28 maja 2011

a Ty? kim dla mnie mógłbyś być?

Gdy dziś zadano mi pytanie co bym zmieniła, gdy było rok temu, nawet nie pomyślałam "nie jadałabym tyle". Dopiero pożniej, gdy mój rozmówca to przyznał, potwierdziłam, że tak, ja też bym tyle nie jadłą. Czy to dziwne, że przyzwyczaiłam się do tego wszytskiego?
Naprawdę zastanawiam się kim dla mnie jesteś. Nie, nie TY moja droga przyjaciółko - BULIMIO. TY. TAK, TY. Jesteś momentami tak blisko i takl bardzo mi się to podoba. Twój niezbyt męski charakter sprawia, że stajesz się moim przyjacielem. Zastanwiam się tylko, jak długo musiałabym Cię oszukiwać, żebyś się sam domyślił. Co mi jest. Co Ci jest, Ola? Ola, jesteś chora. Co TY gadasz?!
Doskonale zdaję sobie sprawę, że coś mi jest, ale moje życie nie jest pasmem nieszczęść. Potrafię się uśmiechać, a nawet płakać ze szcześcia! Czy Wy też tak macie? Mimo tego wszystkiego, KOCHAM ŻYCIE! Z tą fantastyczną myślą przewodnią i piosenką kings of leon - pyro, zostawiam WAS.
Pozdrawiam, Ja

Witajcie!

Czworo ludków odwiedziło mnie od wczoraj, miło, że choć niewielki to jest jakiś odzew. Ja dziś znów na tabletkach, w następnym tygodniu kontrola u lekarza. Walczymy, choć nie chcemy!
Dziś chciałabym poruszyć z Wami pewną kwestię. Sporną. Tak mi się przynajmniej wydaje. Czy można udawać chorobę? Bulimię? Czy jest sens bycia bulimiczką? Jaki my mamy cel? I dlaczego jesteśmy tak głupi, że wierzymy, że go osiągniemy? Wczoraj, wspominałam Wam, że czytając blogi ''koleżanek z korytarza szpitalnego'' nie wierzyłam w ich emocje, uczucia i we wszystko co tam opisywały. A więc dlaczego myślałam, że kłamią? Czy można coś takiego uroić sobie w głowie i oszukiwać świat? Chyba nie. Nie umiałambym wzbudzić w sobie takich emocji i tak łgać. Nie wiem, dlaczego myślałam, że jestem jedyna. To egoizm. Czysty egoizm i snobostwo. Przepraszam. Dziś Was wszystkich, którzy zakładali blogi i potrafili się otworzyć przed być może kilkutysięczną publicznością, a ja płacząc nad Waszymi postami we wszytko nie wierzyłam. Przepraszam. Z całego mojego pojebanego serduszka, które mocno krwawi nad własnym życiem.

Moi, Drodzy, żegnam się z Wami, z uśmiechem, bo jeszcze nikt nie zdązył wepchnąć mi śniadania do ust, pozdrawiam
Ja

piątek, 27 maja 2011

dzień dobry

Do tej pory czytałam blogi moich koleżanek z korytarza szpitalnego z niechęcią i niezrozumieniem. Uważałam, że skoro opisują one to co przeżywają tu, w takich miejscach, to oznacza to, że nie czują się tak naprawdę. Że jest to wyimaginowane w ich głowach, robią to po to by się pokazać światu. Okazuję się, że tak wcale być nie musi. A najlepsze jest to, że tak wcale nie jest. Jestem bulimiczką. Walczę z tym, choć wcale nie chce. O paradoksie! Wiem, wiem. Połowa z NAS chciałaby być zdrowym. Siedzicie na kolanach bulimii i krzyczycie by Was wypuściła. A ja nie krzyczę. Ja się wtulam w jej ramiona, jak we własną matkę. UA, to jest dopiero porównanie. Moja mama zna moją historię. Walczy ze mną, jak z wiatrakiem, by rzekomo mi pomóc. Problem w tym, że ja nie chce. Tęsknie za kwasem solnym, który nie przechodził przez moje gardło już od ponad dwóch miesięcy. Leczę się. A właściwie umiejętnie udaję. Bo, moje Drogie, przyznajcie, że nasza koleżanka jest świetną nauczycielką aktorstwa. Oj tak. Skończyła ASP chyba w każdym z miast. Ja moją dzisiejszą historię zakończę na nostalgii za pustym zołądkiem i pożegnam się z Wami, gorąco Was ściskając.
Pozdrawiam, Ja