Dziś stolica. Lekarze. Szpital. Biało i ponuro. Może wpadnie Mieszko z balonem z helem, jak to zazwyczaj w amerykańskich filmach się kończy. Ciekawe, czy ja też wyjdę z tamtego miejsca z uśmiechem na twarzy, jak te wszystkie hollywoodzkie aktoreczki, mhm
Jest źle. Zaczynam zastanawiać się nad sensem życia. Okej, dorosnę. Bedę miała 20 lat, studia, wielkie miasto. Ale na co mi to wszystko, skoro w zupełnie innym wymiarze bedę nocą? Zaczynam się cholernie bać. Zycia. Siebie. Siebie, przede wszytkim. Hestem swoim największym wrogiem, a strach w moich oczach przeraża mnie bardziej niż RING, albo inny horror z czasów wczesnego dzieciństwa. Matko, tak bardzo się boję, że zranię tych wystzkich co ze mną są. Boję się. To bolałaby mnie bardziej niż mój ból fizyczny.
Dziś znów nie spałam. Łazienka stała się moim ulubionym miejscem w domu, a łóżko jest moją nocną zmorą. Czy wszytsko musi spadać mi na twarz za jednym razem? Naprawdę czas stąd wyjechać. To jest właśnie mój punkt kulminacyjny. Alkohol już nie daje zapominać o wszystkim. Przestał być także rozwiązaniem problemów, dot. wymiotów. Nic już nie rozwiązuje moich trosk. A ja nie potrafię tego zmienić.
Pozdrawiam, Ja
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz