Dostałam wyniki. Zle ze mną. Naprawdę żle. Jestem na skraju czegoś, nie wiem czego, ale czuję, żę to granica wytrzymałości. Ale jestem szczęśliwa. Naprwdę nie intersują mnie te wyniki. nie intersuje mnie moja choroba, lekarze, szpitale itp. Gydbym tak miała przeciwstawić moje 'problemiki' z problemamy innych - oh, to byłby dopiero śmiech na sali. Tacy kalecy, albo ludzie, którzy głodują. A ja? ja jestem tylko bulimiczką i anemiczką. To nic. To takie wielkie zero. Jestem szczęśliwa, że żyję. Jestem szczęśliwa, że mam przyjaciół, że przede mną jeszcze tyle dobrego. Być może i złego, ale przecież to probelmy napędzają nasze życie. Sa jego nieodłącznym elementem. Elemenentem, który sprawia, że doceniamy piękne chwile. Na co nam smutek? Są wakacje, czas spontaniczności. Kiedyś, i to na pewno bedą te wakacje, wstanę rano i powiem sobie 'dziś WARSZAWA'. Wsiądę w autobus i stanę w prigu Dawida. Odwiedzę starych znajmoych. Póżniej pojadę do Olsztyna i tam porowiązuję wszytskie nieskończone sprawy. Zamierzam żyć, ale nie z myślą, że przecież może mi się coś stać, tylko dlatego by póżniej mieć wspomnienia. Takie o jakich marzyłam, bedąc pięciolatką. JESTEM SZCZĘŚLIWA! SŁYSZCIE TO?! Nie było mi nic trzeba.
Gdy zemdlęję, śpiewajcie 'przeżyj to sam', a gdy położą mnie w szpitalu wypijcie za moje życie i moją obecność na kolejnej libacji! A CO?!
Kto wpada ze mną w nikotynowy nałóg?
pozdrawiam WAs z najpiękniejszym uśmiechem na twarzy, ja
ps: gdy schudnę jeszcze 5 kg, stawiam wszytskim kolejkę!
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz