To ja

.

poniedziałek, 8 października 2012

Reinkarnacja

Wczoraj wieczorem przekręcając się z boku na bok pojawiła się w mojej głowie myśl, nić tęsknoty przeplotła się przez zwoje mózgowe. Zatęskniłam za tym miejscem. Za pisaniem, za logowaniem się i wpisywaniem hasła, i wylewaniem swoich żalów przed Wami. Przynajmniej do tej pory kojarzyło mi się to z fascynującym mnie smutkiem. Stwierdziłam, że będąc tu, potrafiłam wyciągać wnioski. Teraz staram się to robić (a najlepiej wychodziło mi to przed snem) a jedyny wniosek jaki wysuwam to: lepiej śpi się na prawym boku niż lewym. Nie potrafię się skoncentrować. Coś się we mnie znów budzi, przekraczam magiczne progi, zmieniam się. Powracam tu wraz ze smutkiem, ale innym. Tym, który mnie fascynuje, a nie dołuje. Postanowiłam znów odwiedzać do miejsce częściej i niekoniecznie wspominać o tym jak to mi źle. Po prostu prowadzić bloga, chcę odciąć się od poprzednich sześćdziesięciu pięciu postów, ale też nie potrafię ich skasować. To część mojego życia, to część smutnej, `marcelinowej` mnie.
***
Właściwe, już na samym wstępie mam pewne mądre zdanie do wygłoszenia: szczęście odmóżdża. Przegania artystyczną duszę. Cóż, ja chyba nie mogę powiedzieć, że jestem w pełni szczęśliwa. Więc o tyle mogę się cieszyć, że jakiś artyzm we mnie pozostał. Widzimy się już niedługo z nową porcją filozoficznych przemyśleń z mojego życia! Dziś przyszłam się tylko przywitać!  Cześć!

poniedziałek, 16 lipca 2012

wprowadzam się znów

Wprowadzam się do mojego zeszłorocznego mieszkania. Cicho tu i dość przyjemnie. Nikt mnie się o nic nie pyta, nikt nie zauważa łez, nikt się nie interesuje. Kłamstwo ma krótkie nogi, a jednak potrafi biegać.
Boję się cholernie własnych słów. Boję się, że wypowiem coś co zrani mnie, innych. Mnie przede wszystkim. Jestem egoistką. To dziwne przyznawać sobie rację. To dziwne wiedzieć, że ma się rację i nic z tym nie robić. Być cholernym hipokrytą i dawać wszystkim rady, a samym się w nich gubić.
Gdybym była już sucha, na lądzie, a tam by ktoś tonął wskoczyłabym w ten mrok Cie ratować.

Przepraszam, nie umiem już jak kiedyś czarować słowem

sobota, 23 czerwca 2012

nie wiem

Nie wiem dlaczego tu wracam. Może chęć przeciwstawienia roku 2011 i 2012 jest tak silna, że rzewny płacz nad rokiem 2012 i tymi marnymi jedenastoma postami sprawił, że zlitowałam się, mhm, chyba sama nad sobą. Co ja mam powiedzieć? Siadam przed lustrem, dotykam obojczyków, kostek u nóg, kolan. I czuję tłuszcz. Sama się zatracam w sobie, bo nie potrafię zastopować rąk, które wciąż sięgają po kolejne kalorie. Torsje się nie pojawiają, płaczę.
***
Znów znikniemy za firanką, Ty, ja, Ty, ja. Nic nas nie powstrzyma. Ty wiesz, żę gdy mnie znajdziesz umrę w  Twoich ramionach... A więc szukaj mnie szukaj, bo w takiej fizyczności żyć nie mogę.
***
Teatrze, nadchodzę

niedziela, 13 maja 2012

Szapoba

Nie potrafię już o niczym innym myśleć, nie potrafię sklecić ładnego zdania, ułożyć metafory. To już się nawet nie pojawia w mojej głowie. Oh, dużo fantazjuję, NIEPRZYZWOICIE. Ale to chociaż na moment zabiera mnie od myślenia na te głębokie, metafizyczne tematy. Tematy, właściwie o egzystencji. To dziwne. Już o o 18 czekać na kolejny dzień, by do mojego żołądka znów trafiło jakieś jedzenie. Nie żyję dla jutra by kogoś spotkać, by się uśmiechnąć, żyje do śniadania. Ale... gdybym dziś nie zjadła 3000 kcal może to nie byłby błąd. Nie daje rady. Nie mogę się na siebie patrzeć, nie mogę się dotykać, nienawidzę własnego ciała. Oh, Boże, czemu nie stworzyłeś nas tylko jako dusze? Nie radzę sobie z moją przesyconą tłuszczami fizycznością. Nie umiem sobie zaufać. A właściwie nie powinnam.

Teatr zbiera żniwa. Grajmy. Udawajmy, że jesteśmy silni. Za moment i tak każdy zejdzie ze sceny. A kwiatów nikt nam nie wręczy. Nie bedzie owacji, nawet na siedząco. To życie. Nikt Ci brawa bić nie będzie, za to, że oddychasz. Topos theatrum mundi jest do dupy. Skoro życie to teatr, to niech to będzie sztuka niczym Les Miserables. Oh błagam...

poniedziałek, 23 kwietnia 2012

ZJESZ PRZEGRYWASZ

Szczerze? Mam dość. Dość wszytskiego. Kolejne kalorie, kolejny cukierek. Mam dość siebie. Nie mogę już patrzeć na lustro, chyba ponownie wyprowadzi się ono wraz z wszelkimi przedmiotami odbijaącymi moją grubą sylwetkęę. Nie mogę patrzeeć na moje uda, już nie mogę ich znieść. To koneic, koniec jedzenia. KONIEC. ZJESZ - PRZEGRYWASZ. W rytm nomady.

czwartek, 19 kwietnia 2012

zamknij oczy

i żyj. To się wszystko wydaje takie cholernie proste. Żyj!!! Jedz, pij, sikaj, rozmawiaj! Tak się własnie zastanawiam po co? Gdy ktoś mnie kiedyś spyta czy jestem szczęśliwa odpowiem niczym Maga od potęgi mojego serca Cortazara: "Nie umiem mówić o szczęściu, co nie znaczy, że go nie zaznałam". A zaznałam? To ucieczka przed odpowiedzią, To jak zamykanie powiek by nie widzieć nieszczęścia. Ludzie częściej mowią o katastrofach niż sukcesach. Ostentacyjniej płaczą niż się smieją, Smutny naród.

Coś by się chciało zmienić, ale ciągle stoję w miejscu. Nie znam juz tego pięknego języka, choć wciąż cierpię. Okna są pozamykane, drzwi uchylone, gdzieś tam pewnie słychac mój płacz. Ktoś może dostrzega smutne oczy, wpatrzone gdziekolwiek są, na napisach na drzwiach BE SO FUCKING PERFECT. Jestem wariatką, i im bardziej zdaję sobie z tego sprawę, tym bardziej poglebiam moja chorobę. Zarówno fizyczyczną jak i psychiczną.

poniedziałek, 2 kwietnia 2012

nie wiem nie rozumiem to nie logiczne

Nie ma sensu wracać do przeszłości (o ile w ogóle można?, ale załóżmy, że tak). Jest mi smutno. Pierwsza przespana noc bez koszmarów, przewrotów z boku na bok, bólu w okolicach talii... choć nie, ból w okolicach talii był, ale ten wewnętrzny, ten od rany przycichł i się na razie nie odzywa. Miła noc, całkiem urocza a mi jest smutno. Mój kaktus, który pomieszkuje u mnie od 9 września poprzedniego roku chyba chce popełnić samobójstwo - ciągle spada z okna, ale na razie żyje. Nazwałam go 'samobójca'. Ale z samobójcą dobrze się gada. Rozumie mnie i umie mnie zranić, obudzić kiedy trzeba a co najważniejsze ciągle przy mnie jest. Chęć śmierci to przez to, że jestem tak chujową gospodynią jego wnętrza. Troche go za dużo podlewałam, teraz schnie. Bo kurczę, ja nie wiem czego on potrzebuje. oprócz mojej miłości, która dostaje aż w nadmiarze. ALE TO NIE WYSTARCZY. MIŁOŚĆ JEST PRZEREKLAMOWANA. NIE ISTENIEJE. To gra, nudna - a przynjamiej mi się znudziła, samobójcy chyba też, bo skacze z okna. Biedny, nienasycony moją miłością. Koniec  rozkmin niby, że o samobójcy, niby, że o mnie. koniec.
Ponadto moja ściana jest jeszcze piękniejsza i smutniejsza gdy przez okno wpadają cienie rozszalałych przez wiatr liści. Smutek jest piękny. 'Smutek masz we krwi, nie mów, że nie. To Twoje przeznaczenie, tylko jeszcze o tym nie wiesz, smutna istoto'. Czytam sobie Cortazara, bo mnie chuj strzela od głodu jaki przeżywa moje suche ciało. NIE MOGE

poniedziałek, 26 marca 2012

znalazłam odpowiedź

... szybciej niż myslałam. Nie, mówiłam już to nie miłość. To nie była miłość. Po prostu ciężko stracić coś co myślało się, że sie miało. Zamotałam. Nie wiem co mam mówić. Miałam iść spać już 2 h 31 min temu, ale moja głowa spać nie może, moje ciało tym bardziej. A mój żołądek... on w ogóle robiłby inne rzeczy. Właściwie to dobrze - stracić coś, co nigdy by moje nie było. Coś. (uśmiecham się). Powiem raz a porządnie, normalnymi nie wyszukanymi słowami. Opowiem coś raz bezpośrednio. Czekam tylko do wakacji, do wyjazdu, do morza, do gwiazd, do innego życia. Trzeba mi przespać, przeczekać trzeba mi! Oj tak. Czas leczy rany. EEEEEEJ, TU NIE MA RAN! Ale... czasie mijaj

sobota, 24 marca 2012

powrotów nie będzie

Nie wiem. To trochę do mnie niepodobne. Wiersze, tomiki, stos książek.Romantyczny krajobraz, nawiązujący do epoki nieszczęśliwej miłości i samobójstw. Ale, ale. To mężczyźni ginęli z miłości, nie kobiety, a więc pudło. To nie przez miłość, zresztą 'wiatr nam wyziębił serca', a przynajmiej mi.

***
 Ja właściwie wiem czego chcę. Tylko droga jaką muszę pokonać by tam dojść, jest cholerenie trudna. To nie jest zabawne, to nie jest temat do śmiechów. Ja poruszam rękami w rytm Waszego smiechu, ale wrócę do domu  i bedę siedzieć tutaj: w ponurym, pachnącym grejpfrutem i wypełnionym bonobo światem, kocham ten świat. Ale myślałam, że jak przestawię biurko na drugą stronę to chociaż na moment zapomnę o chwiliach sprzed roku, nie mam weny, bożejakietozałosne

piątek, 16 marca 2012

wszystko mozna

Można się przyzwyczaić do uczucia g ł o d u. To śmieszny ból w okolicach pasa, talii. To nic w porównaniu do tego co trapiło moje duże ciało przez tyle czasu. To nie ten sam mrok. Tu jest bezpieczniej. Cieplej. Nie chce znów sprawiać by wiosna nie zajrzała do mojegp serca, już jedną wiosnę przegapiłam. Teraz będzie inaczej, teraz będzie szybciej i bezboleśniej. Zaczynamy zabawe. Gdy zjesz - przegrywasz.

http://www.youtube.com/watch?feature=player_embedded&v=jEgX64n3T7g#! CUDOWNA MUZYKA BY ZNOW SIE ZAPOMNIEC

sobota, 3 marca 2012

Wiedziałam, że to tego dojdzie. Wiedziałam, że kiedyś upadnę tak nisko, że nie zdołam już pozbierać mojego ciała z zimnej podłogi. To czas powrotów, do złych przywyczajeń. Tak mi cięzko. Tak ciężko to wszystko znosić, nie widzę słońca. I chyba chcę już stą odejść,

środa, 29 lutego 2012

świat mi wypada z rąk a ja mówię o bohaterze tragicznym...

... jakby to była piękna postać. Chciałam tylko nadmienić, że gdy wszytsko Ci przysypuje śnieg to ja przyjdę Cię odśnieżyć. Że gdy, jak w moim śnie, zaleje Cie wielka woda, przyjdę przytulę Cię i jak Ty w moim śnie, zabiorę Cię daleko stąd. I choć nie wiem gdzie to jest. I ja kupię papierosy, dwie paczki, i niech bedą mentolowe, i Cie zabiorę. I choć jesteś już na samym dnie, to mój malutki palec sinieje, ale on będzie trzymał Twoje 60 kg ciało. I to metafora tego jak mało mogę Ci dać, a jak zarazem dużo. I gdy Ty biegniesz w poszukiwaniu siebie, i choć to maraton, to pamiętaj, że co jakiś czas ja bedę stać ze szklanką wody, byś się mógł ochłodzić. I pamiętaj, jak bardzo mi potrzebny jesteś, i jak bardzo to zdanie brzmi egoistycznie tak paradoksalnie to troska o Ciebie. Chce Twojego życia. Dla Ciebie. Chce byś poczuł jak wytrwały jest mój mały paluszek i jak mocno Cie trzyma. I jak mocno moje serce (skamieniałe) tuli Twoje (skamieniałe) serce. I jak bardzo nasze dwa serca (skamieniałe) tworzą poteżną skałę, która jest nie do przebicia. I razem jesteśmy żywą skałą.

czwartek, 23 lutego 2012

wake up

WŁAŚNIE SIE OBUDZIŁAM I ZORIENTOWAŁAM, ŻE TERAZ JUŻ NIE MAM NIC



CZY PŁACZ... CZY TO KWESTIA POSIADANIA ŁEZ?

marcelina nie zyje

Kto by pomyślał. Nikt. Kurczę, nawet nie napisałam, że nie żyje. Odciełam sie od tego swiata myśląc, ze dam sobie radę. Ze sobie sama poradzę, Czekam na coś, co nie będzie miało miesjca. Łudzę się, że to mi da szczęśćie. Pozorne szczęście. Ale to nie nadejdzie. Tracę coś, bo było, właściwie jest cholereni ważne. A ja to upuszczam.Przelatuje mi to przez ręce jak woda. Nie wiem czy moje oczy źle widzą, czy ta woda jest brudna. Takie serce, bez emocji, może jest łatwiejsze w obsłudze, ale czy bardziej szczęśliwe? Tragizm tego wszytskiego polega na tym, że to chyba nie moja wina. I że pierwszy raz nie rozpada sie coś bo coś zjebała ola. A może i zjebała? Ej, nie wiem, ale czuję, że za moment umrę psychicznie. I że nie wszystko jest takie super jak miało być...