To ja

.

poniedziałek, 26 września 2011

zostawisz mnie jak pełen resztek stół

Nomada moim nowym hymnem?
Znów położyłam się na zimnej ziemii. Lubię tak lezeć i wpatrywać się w niebo, drzewa. Właśnie wtedy zaczynam dostrzegać w nich to, co na codzień nieistotne. Może właśnie oto chodzi, dostrzegać to coś, doceniać to coś.
Po raz szósty wczoraj przeczytałam 'Dziewczynę z pomarańczami', po raz szósty płakałam. Ale dopiero za szóstym razem coś zrozumiałam. Moze to życie, ta baśń wcale taka być nie musi. Co ja bym wybrała, gdybym miała taką możliwość? Nigdy się nie urodzić i nie przeżyć tych cudownych chwil, ale również ominąć paskudne noce? Czy może przyjść tu, tak jak przychodzę codziennie? Po co zadawać sobie te pytania, skoro tak naprwdę każdy z nas wybrał już, a może inaczej... nie miał wyboru. Zyję tu i mam świadomość, że kiedyś stąd odejdę. I nigdy nie bedę tego żałować.
Przed chwilą przeczytałam kilka razy fragment, nad którym zawsze kapnie mi słona kropla. Przed chwilą zeszłam na dół, przytuliłam się do taty i powiedziałam trzy słowa: ' tatusiu, choruję na bulimię...' Nie zamieniliśmy więcej słów, odeszłam.
Koniec z tym wszytkim, koniec z użalaniem się nad sobą.  KONIEC Z BULIMIA. TO CHORE, ZE SZYBCIEJ POTRFAIŁAM ZREZYGNOWAC Z PAPIEROSÓW, NIŻ Z RZYGANIA A PÓZNIEJ ZNÓW WPIERDALANIA. MAM DOŚĆ. PO RAZ PIERWSZY I OSTATNI.



...


Jak możesz mnie kochać? Jak możesz kochać moją kwasową duszę? Nie widzisz we mnie obrzydlistwa? Przez moje ręce co kilka dni przepływa struna wymiocin, które są na tyle obrzydliwe, że drugi raz nie muszę wkładać szczoteczki do gardła. Jestem tak zniesmaczona, że to wydobywa się ze mnie automatycznie. Jak możesz mnie przytulać? Moje gardło jest tak wypalone. Czuję, że nigdy nie ugaszę tego pożaru. Nie wiem jak można mnie kochać.



...


Schudnę. Wyzdrowieję. Z bulimią koniec i cokolwiek by się nie wydarzyło, nie bedę zajadać problemów. To od nich staje się bardziej grubsza i odrażająca. I Ady żarty, nie są żartami. Ma rację. Koniec.




...




Znikasz stąd, o! BULIMIO, znikasz z mojego życia.



dziękuję, pozdrawiam, ja

niedziela, 18 września 2011

kurtyna w górę

Przyszłam jeszcze na moment odwiedzić tą scenę, maleńką. Nie do odkrycia dla szarych dusz, które cicho się wokól mnie wiją. Czuję ich obecność. Jej na pewno.
Przyszłam zadać pytanie. Czy stan, czy bulimię można nazwać problemem? Czy nabrało to już takiego rozmachu, że stwierdzenie, że to przywyczajenie nie jest grzechem? Czy następny etap w definiowaniu TEGO, to po prostu nazwanie bulimii moim życiem? I skoro bulimia, to wiersz, który trzeba przeczytać od początku do końca, mimo iż jest nie wartościowy, to na której jestem strofie? A jeśli to dopiero początek? Co wtedy? Czy formowanie samych zdań pytajacych nie jest czegoś symbolem?
...

teatralnie się zrobiło

Zaczytując się w tych wszystkich książkach myślę mniej. A czytam coraz więcej. Polubiłam się uczyć. Polubiłam siedzieć cały czas w jednym miejscu, tu, na górze. W mojej dżungli.
 Gardło po czwartowej nocy piecze mnie nadal, przynjamiej rankami. Jeszcze nigdy tak długo mnie ten ból nie trzymał. Może tym razem naprwdę przesadziłam?
Nie wiedziałam, że i na fotoblogu są takie blogi. Nie wiedziałam, że tam ich tyle jest. Że potrafią przesyłać linki znajomym, każdego dnia pisać ile zjadły, jakie jest ich bilans dnia, a ich znajomi, ze szkoły każdy wpis kwitują ' uauaua, mhmh, bla bla bla, jestem z Tobą, wszytsko będzie dobrze' Nie wiem, nie mam pojęcia co mam w tym momencie powiedzieć. Nie rozumiem. Nie ograniam. Nie wiem. (stowarzyszenie 'nie wiem' :>)



wtorek, 13 września 2011

a we wtorek wieczorem

... przestanę lubić wieczory, kiedyś. przestanę do Was mówić. kiedyś. może dziś. może teraz...
PROZA ŻYCIA TO PRZYJAŹNI KAT

 "Lubiłam swój towarzyski grób, sama go sobie wykopałam i z radością się w nim położyłam. "
Because, I love you.
Well, that's too bad.

OSTATNIE DWA 
JESZCZE JUTRO
I KONIEC


dziękuję, pozdrawiam, ja

wtorek, 6 września 2011

never say never

Mama krzyczy 'idż spać', OLAmyśli 'bardzo Cie kocham, ale daj mi spokój, przecież Ty nie znasz tego uczucia, Ty tylko mnie oceniasz, TY mi mówisz, że jestem za chuda, że moje ręce to patyki, a wystające kości są obrzydliwe. Ty tylko mówisz mi, żebym się wyprostowała i nie kręciła włosów z nerwów. Uważasz, że dlatego nie rosną, bo ja kręce. Mamusiu, mam anemię, to NORMALNE. Mamusiu, mam bulimię, to NORMALNE. Ciągle się ze mną kłócisz i wybijasz mi z głowy, że "od stołu należy odejść głodnym", że powinnam jeść. Co TY czujesz? NIC. Nie znasz uczucia, gdy klęcząc nad T, patrzysz na przetrawione (choć, nie do końca) jedzenie, gdy lecą Ci łży, choć tak naprwdę tego właśnie chcesz. Masz troszeczkę racji, TO JA, ta, która się niczym nie przejmuje! Gówno prawda! Masz  w tym rację, Droga mamusiu! Zawsze mi powtarzasz, że mnie kochasz, na co ja zawsze, a przynajmiej gdy jesteśmy same odpowiadam 'taką grubą też?' Mamusiu, co TY w ogole wiesz?' Tak myślę, na co póżniej biję się w głowę, dochodzę do wniosku, że to ja jestem chujem i to ja zawsze wsyztko spierdalam i że Cie mamusiu bardzo kocham i, że cierpisz jeszcze bardziej niż ja i, że to doceniam i krzyczę wtedy" oksik, mamusiu, już idę spać'