Wczoraj wieczorem przekręcając się z boku na bok pojawiła się w mojej głowie myśl, nić tęsknoty przeplotła się przez zwoje mózgowe. Zatęskniłam za tym miejscem. Za pisaniem, za logowaniem się i wpisywaniem hasła, i wylewaniem swoich żalów przed Wami. Przynajmniej do tej pory kojarzyło mi się to z fascynującym mnie smutkiem. Stwierdziłam, że będąc tu, potrafiłam wyciągać wnioski. Teraz staram się to robić (a najlepiej wychodziło mi to przed snem) a jedyny wniosek jaki wysuwam to: lepiej śpi się na prawym boku niż lewym. Nie potrafię się skoncentrować. Coś się we mnie znów budzi, przekraczam magiczne progi, zmieniam się. Powracam tu wraz ze smutkiem, ale innym. Tym, który mnie fascynuje, a nie dołuje. Postanowiłam znów odwiedzać do miejsce częściej i niekoniecznie wspominać o tym jak to mi źle. Po prostu prowadzić bloga, chcę odciąć się od poprzednich sześćdziesięciu pięciu postów, ale też nie potrafię ich skasować. To część mojego życia, to część smutnej, `marcelinowej` mnie.
***
Właściwe, już na samym wstępie mam pewne mądre zdanie do wygłoszenia: szczęście odmóżdża. Przegania artystyczną duszę. Cóż, ja chyba nie mogę powiedzieć, że jestem w pełni szczęśliwa. Więc o tyle mogę się cieszyć, że jakiś artyzm we mnie pozostał. Widzimy się już niedługo z nową porcją filozoficznych przemyśleń z mojego życia! Dziś przyszłam się tylko przywitać! Cześć!
***
Właściwe, już na samym wstępie mam pewne mądre zdanie do wygłoszenia: szczęście odmóżdża. Przegania artystyczną duszę. Cóż, ja chyba nie mogę powiedzieć, że jestem w pełni szczęśliwa. Więc o tyle mogę się cieszyć, że jakiś artyzm we mnie pozostał. Widzimy się już niedługo z nową porcją filozoficznych przemyśleń z mojego życia! Dziś przyszłam się tylko przywitać! Cześć!
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz