To ja

.

niedziela, 13 maja 2012

Szapoba

Nie potrafię już o niczym innym myśleć, nie potrafię sklecić ładnego zdania, ułożyć metafory. To już się nawet nie pojawia w mojej głowie. Oh, dużo fantazjuję, NIEPRZYZWOICIE. Ale to chociaż na moment zabiera mnie od myślenia na te głębokie, metafizyczne tematy. Tematy, właściwie o egzystencji. To dziwne. Już o o 18 czekać na kolejny dzień, by do mojego żołądka znów trafiło jakieś jedzenie. Nie żyję dla jutra by kogoś spotkać, by się uśmiechnąć, żyje do śniadania. Ale... gdybym dziś nie zjadła 3000 kcal może to nie byłby błąd. Nie daje rady. Nie mogę się na siebie patrzeć, nie mogę się dotykać, nienawidzę własnego ciała. Oh, Boże, czemu nie stworzyłeś nas tylko jako dusze? Nie radzę sobie z moją przesyconą tłuszczami fizycznością. Nie umiem sobie zaufać. A właściwie nie powinnam.

Teatr zbiera żniwa. Grajmy. Udawajmy, że jesteśmy silni. Za moment i tak każdy zejdzie ze sceny. A kwiatów nikt nam nie wręczy. Nie bedzie owacji, nawet na siedząco. To życie. Nikt Ci brawa bić nie będzie, za to, że oddychasz. Topos theatrum mundi jest do dupy. Skoro życie to teatr, to niech to będzie sztuka niczym Les Miserables. Oh błagam...

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz