... no i dochodzę do wniosku, że co ja Wam miałam wtedy powiedzieć? Że mi żle? Że mi żle, bo czuję się brzydka i gruba i, że właśnie dlatego do końca życia bedę sama? I to nie chodziło o brak czułości, bliskości czy jak to można nazwać. Sama nie wiem o co chodziło. O co chodzi (?) A może właśnie oto chodziło. W trochę owinięty w bawałnę, ale jednak jakiś sposób opisuje to własnie Werter. o właśnie tu: http://www.photoblog.pl/pssik/106659228/poczucie-wartosci.html .No i ja analizuje sobie trochę tą jego wypowiedź. On dużo mądrych rzeczy mówi, trzeba się wczuć. A ja akurat gdy czytam to się wczuwam, jak chyba nigdy. Czasem się z nim nie zgadzam. Bo nie każdy porównuje siebie do drugiej osoby. Mhm, kurczę. Może inaczej. Nie w każdej sprawie. O, lepiej. Wiecie, przecież o co mi chodzi. O co innego mogło by chodzić. Ja wiem, dwie osoby powiedziały: Musisz ustalić priorytety. Właściwie trzecia osoba też tak powiedziała, w każdym razie taki był sens jej zawiekłąnej wypowiedzi. Priorytety, PRIORYTETY. Trudna rzecz. Moimi priorytetami są inni ludzie, nie ja. Ale z drugiej strony to własne ciało chce doprowadzić do jakiegoś stanu idealnego. Jakiegoś, bo ja sama nie wiem jak on wygląda. OH! i tu leży pies pogrzebany. (tak się mówi? w każdym razie obiecuje, że nie bedę tak mówić, bo to bardzo brzydko brzmi i dość niesmacznie). Alee... wracając. Właśnie problem polega na tym, że to nie ja kreauje mój stan idelany. To Wy, ludzie. A bardziej detalizując tą wypowiedzi, byście mnie zrozumieli. Wy kreujecie MÓJ stan idealny, ja być może kreauje też. Ale nie swój. Rozumiecie? Oszukiwanie siebie, że odchudzanie się itd, że ja robię to dla siebie nie było w porządku. Przyznajmy, że zalezy mi tylko i wyłącznie na zdaniach ludzi. I tu przechodzimy do już tego KONKRETNEGO PROBLEMU, który uogólnia te małe, umówione wcześniej. Normalnemu człowiekowi zależy na tym, by sam stojąc przed lustrem powiedział: ' Jesteś piekny'. Mi się jeszcze nie udało. Ja właściwie stoję i się karcę. Wyliczam sobie kalorie, powtarzam 'olka, nie wpierdalaj tyle, G, zamiast ciastka w galerii zjadła ok 100 mniej kaloryczną bułkę, a Ty wpierdoliłaś ponad 300 kcal.', 'olka, M w szkle nie jje nic, Ty wpierdaalsz dwie bułki", "A, pije tylko wodę, a Ty ciągle wpierdaalsz...". karcę siebie, zajadając się batonem i krzyczę z pełną buzią 'MUSZĘ TO ZMIENIĆ!' o głupia ja. A najgorsze to jest wszytsko to, że to jest taki żałosne. Takie upokarzające. Czuć się zawsze gorzej. i tego nie da się wytłumaczyć. Bo cień to chyba moje miejsce.
Z dzisięć tysięcy razy chciałam usunąć to miejsce. No bo po co czytać o dziewczynie, która się nad sobą użala? No tak, nazwijmy rzeczy po imieniu! Szczerze mówiąc, to myślałam, że wygrywam i że bulimia to największy problem. Otóż nie. Choć nadal mi doskwiera, tearz boli mnie coś bardziej. A właściwie dwie rzeczy mnie bolą. Mój umysł, który wszytsko kalkuluje i puste serce.
Uważałam, że się nigdy nie odważę:
piękne to pierwsze zdjęcie :)
OdpowiedzUsuńjako priorytet musisz postawić siebie, zawalczyć o siebie niezależnie od tego co powiedzą inni! Nie uważam żeby to co piszesz było użalaniem się nad sobą, może się mylę, ale jak dla mnie to raczej staranie "wykrzyczenia" tego co nie zawsze łatwo powiedzieć.