To ja

.

poniedziałek, 29 sierpnia 2011

pachnę moją babcią

Od kiedy wróciłam do domu, chwilę przed pierwszą 25 sierpnia czuję się zupełnie inna. Wróciłam z energią, powerem, chęcią do zrobienia w życiu 'rewolucji'. Poznałam się tylu fanastycznych ludzmi z którymi (o dziwo!) łączy mnie o wiele więcej niż się komukolwiek wydaje. Wyjechałam, doceniłam to co mam. I strasznie się cieszę, że to co miałam tam i tam z daleka doceniałam, pozostało bez zmian. Otworzyłam się, jak nigdy. Powiedziałam tylu ludziom, co się kryje za moimi źrenicami, co mam w sercu. To uczucie 'po'. Jejku, nie można porównać go do niczego innego. Pokonanie własnego siebie jest największym zwycięstwem.
Moje własne wychodowane nogi.
Ludzie zmieniają ludzi. Poznajesz kogoś, poznajesz jego historię i zastanawiasz sie: mam lepiej czy gorzej? mam się cieszyć czy płakać? jak mu pomóc, gdy on cierpi? W końcu zdajesz sobie sprawę, że nie możęsz mu pomóc, on sam sobie nie potrafi, nikt inny też nie będzie umiał. Ta bezradność, oh, ona nie boli bardziej niż ból żołądka czy głowy, gdy kwas solny podchodzi Ci do gardła, a TY nie możesz go z siebie wypuścić. Nie boli bardziej, ale pali i rozdziera serca w taki sposób, że czasem nie możesz sobie z tym poradzić. 

Obóz obozem, trzeba wracać do rzeczywistośći, która tak cudownie jest rozjaśniana przez niektórych! 
ZA rok w Sulejowie, za rok bedę szcześliwa, zdrowsza, obiecuję Wam to ja, BYŁA harcerka (ale jednak) harcerka!

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz