Siedzę na plaży, morze szumi. Moje kochane, magiczne morze. W słuchawkach Perfect - Kołysanka dla nieznajomej. Siedzę sama. Obok mnie stoi jakiś mieszkowski trunek, palę papierosy. Z każdym wydmuchiwanym powietrzem, z każdą falą, która próbuję pode mnie podpłynąć oraz z każdym wersem tejże cudownej piosenki moje serce coraz bardziej drży. Siedzę sama, ej. Właściwie jest nas dwie. Ja i ja2. Jednym uchem wsłuchujemy się w szum białych jęzorów i a drugim wczuwamy się w tekst. Pierwszy papieros, jak gdyby świat za moment miał zniknąć. "Gdy nie bawi cię już świat zabawek mechanicznych..." Wypuszczam smoliste 'powietrze'. W mojej głowie pojawiają się obrazy. Ja. Ola. Jedna jedyna (nie ja2, anie nie Ja, to ta JA, ta jedyna sprzed kilku lat). Zawsze gdy wchodziłam na plaże pierwszy raz podczas mojego pobytu witałam się z moim morzem. Wskakiwałam w fale, albo rozkładałam ręce i krzyczałam 'DZIEŃ DOBRY'. Czy coś się zmieniło? Nie. Jak miło, że to pozostało. Pierwsza cecha, która łączy mnie i mnie2. Skończyłam pierwszego papierosa. Popijam czymś, od czego kręci mi się w głowie. Jest przyjemnie. Szum fal, TAAAAAAAAk i "kiedy dręczy Cię ból niefizyczny''. Kolejny obraz, kolejny zrujnowany świat. Znów ja. Mój pokó i ból, który nie wiem czy jest fizyczny czy nie. Gdy "niemo krzyczałam'' i ściskałam kapiego i o, dziwo! grzejnik, który wydawał mi się przyjemnie chłodny. Gdy zwijałam się z bólu już na łózku, gdy stwierdzałam, że to kolejny etap. To dobrze, że moja sypialnia znów zaczęła być moją sypialnią. A łazienka poszła w odstawkę. Nie jest źle. I wtedy znów ukłucie w zołądku. Tym razem to moja wina. Moje palce mimowaolnie dotykają mojej krtani, gdyby mogły posunełyby się o wiele dalej. Tak, znów jestem czysta. Na tym wspomnieniu, szybko wydmuchuję dym, odgarniam go czym prędzej, popijam czymś gorzkim by zakręciło mi się w głowie i czekam na kolejny obraz. Kolejny papieros. Kolejna fala, która pode mnie podpływa, moczy mi spodnie, ale nie zdaję sobie z tego sprawy. Leci Perfect: " Zamiast słuchać bzdur, głupich telefonicznych wróżek zza siedmiu mórz, spytaj siebie czego pragniesz, dlaczego kłamiesz, że miałąś wszytsko" Jest. Siedzimy we dwie, ja i ja2 w pokoju u Grzegorza. Udajemy obojętne. Siedzimy i śmiejmy się, podczas gdy Grzegorz jest śmiertelnie poważny i mówi nam, ze śmiech nic mi nie da. Pytam mojej koleżanki, czemu jej spyta o zdanie, czemu liczę się tylko ja. Za 5 minut, podczas gdy wygłasza swój referat na temat bulimii, zdaję sobie sprawę, że jestem tu ważna, tylko ja. Nie ona. Wyganiam ją, ale ona wtedy odpowiada, że jest za póżno. Wychodzę. Wypuszcam dym. Kolejny niedobry papieros. Zakopuję go w piasku. Najszybciej jak tylko się da. Biorę kolejnego, mam nadzieję, że tym razem będzie mi przyjemniej. "Gdy udając, że śpisz w głowie tropisz bajki z gazet, kiedy nie chcesz już śnić cudzych marzeń...' Słyszę wtym momencie mewy i rybitwy. Gaszą się lataernie. Pozostajemy morze i my dwie. Wypędzam moją koleżankę jak się da, ponieważ okazuje się, że ona bardzo dużo waży. Przez nią, moje opragnione 43 kg stały się marzeniem nie do spełnienia. Uśmiecham się. Nasze marzenia nie wspólgrają ze sobą. Są cudze. Nie moje. Wyrzucam je, nie chce już o nich śnić. Nie chcę już tak żyć. Przypominam sobie, gdy z M.Z i M.J siedziałyśmy na parapecie, patrząc na nieżywy blok. Gdy większe bezpieczeństwo czuje się przy matce. Gdy moje serce zdaje sobie sprawę, że jest szczęśliwe. Ze taka koleżanka nie jest mi potrzebna. Pamiętam, jak w myślach powtarzałam "odejdż stąd". Pamiętam, że gryzłam się w język, by o niej nie myśleć. By nie zastanwiać się czy moje grube ciało, nie zajmuje za dużo miejsca. Wypuszczam dym. To było dość przyjemne. Stoimy w miejscu, ale tu przynajmiej jest ciepło. Piosenka dalej płynie. Bosa do mnie przyjdź I od progu bezwstydnie powiedz mi Czego chcesz Słuchaj jak dwa serca biją Co ludzie myślą - to nieistotn..." Tak. Teraz będzie pięknie. Przed oczami staje mi jedyna w moim życiu (to logiczne) randka i panorama miasta, jego światła i życie nocne widoczne z kilkunastu metrów nad ziemią. Palacami sięgam kolejnego papierosa, ciągle mam zamknięte oczy. Szum fal przesłania wszytsko. Wsłuchuję się. Jest tak cudownie, wszystko jest na swoim miejscu. Tak mi się przynajmiej wydaje. "Kochaj mnie Kochaj mnie Kochaj mnie nieprzytomnie Jak zapalniczka płomień Jak sucha studnia wodę Kochaj mnie namiętnie tak Jakby świat się skończyć miał..." Moja zapalniczka, kocha mój płomień. Wypijam ostatnie krople, ciągle jeszcze siedząc, zapalam kolejnego papierosa. M.C. Widzę M.C, godzina 24, my siedzimy na jakiejś polanie i palimy papierosy, udając dorosłe i dojrzałe przede wystzkim diwy, obojętne na wszelkie zło w nasyzm życiu, nie opowiadamy o sobie, my tylko palimy, zagryzając po kązdym papierosie 3 ememesami. Nasze problemy były nie ważne, po prostu siedziłyśmy, jadłyśmy. I nie było w tym żadnego podtekstu. "swoje miejsce znajdź I nie pytaj czy taki układ ma jakiś sens Słuchaj co twe ciało mówi W miłosnej studni już nie utoniesz..." W tym momencie podcza nie wiem już którego papierosa, zaczynam się zastanwiać co mówi moje ciało. Pamiętam gdy z M.W kończyłyśmy świat, popijaąć desperadosy i lechy, krzycząć 'brawo Boze', usilnie wsłuchująć się w piosenki zapomnieć o tym co nas trapi. "jak księżyc w oknie śmiej się i płacz Na linie nad przepaścią tańcz..." Właściwie to ja ciągle tańczę nad przepaścią, całe moje życie to jedna wielka lina, z któej mogę spaść w otchłań. Chciałabym by mnie ktoś trzymał za rękę, i cieszę się, że ma kto mnie na zanią trzymać. Pamiętam, gdy w ten deszcz, w tą burzę uciekałam razem z D.B na cmenatrz. Miejsce naszych spotkań. O Losie! Pamiętam, jak płakaliśmy nad jakimś grobem, skarżąć się na nasze życie. Pamiętam również, jak z K.W i E.D składaliśmy się po 6 złotych i kupowaliśmy lody, bitą śmietanę rurki, sok, wafle czekoladę i robiłyśmy desery lodowe. Zawsze w wakcje. Gdy trwała nasza cotygodniowa magia. Nawet gdy połowa szkoły miała z tego bekę. Kończę całą paczkę papierosów. DWypiłam już trunek. "AZ W JEDNA KROTKA CHWILE, POJMIESZ PO CO ZYJESZ". kładę się już na piasku, słuchwaki wypadją mi z uszu. Właśnie wiem, po co żyję. Kurczę. No i co z tego, że mam bulimię? (tak, mam ją i tak, potrafię się przyznać). Zyję, mam wspomneinia, pomimo tego, że połowa ludzi już odeszła, jestem szczęśliwa z tym co mam. Naprwdę. Nie potrzebują nic innego. Nie muszę nawet zdrowieć. No OK. Wyzdrowieję, ale tu, tearz jest cudownie. Mogę nic nie zmieniać?
PS: Cieszę się, że jest już całkiem, całkiem, poważnie :>
pozdrawiam, ja
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz