Do tej pory czytałam blogi moich koleżanek z korytarza szpitalnego z niechęcią i niezrozumieniem. Uważałam, że skoro opisują one to co przeżywają tu, w takich miejscach, to oznacza to, że nie czują się tak naprawdę. Że jest to wyimaginowane w ich głowach, robią to po to by się pokazać światu. Okazuję się, że tak wcale być nie musi. A najlepsze jest to, że tak wcale nie jest. Jestem bulimiczką. Walczę z tym, choć wcale nie chce. O paradoksie! Wiem, wiem. Połowa z NAS chciałaby być zdrowym. Siedzicie na kolanach bulimii i krzyczycie by Was wypuściła. A ja nie krzyczę. Ja się wtulam w jej ramiona, jak we własną matkę. UA, to jest dopiero porównanie. Moja mama zna moją historię. Walczy ze mną, jak z wiatrakiem, by rzekomo mi pomóc. Problem w tym, że ja nie chce. Tęsknie za kwasem solnym, który nie przechodził przez moje gardło już od ponad dwóch miesięcy. Leczę się. A właściwie umiejętnie udaję. Bo, moje Drogie, przyznajcie, że nasza koleżanka jest świetną nauczycielką aktorstwa. Oj tak. Skończyła ASP chyba w każdym z miast. Ja moją dzisiejszą historię zakończę na nostalgii za pustym zołądkiem i pożegnam się z Wami, gorąco Was ściskając.
Pozdrawiam, Ja
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz