No cóż. Dziś nowy dzien. Po wczorajszej rozmowie z Bogiem, dochodze do nowego etapu, rozmowy, spotaknia z G, M czy cala reszta sa w chuj trudne, ale otwieraja oczy na zycie, po prostu na zycie. Zycie przeszloscia, a przynajmiej moja przyszloscia jest durne. nie ma sensu teatralizowac mojego zycia. zaczynamy od nowa. ja. sama. chce dac rade, chce miec same szczesliwe dni. a przynajmiej starac sie takie miec. mam 17 lat, nie moge wymagac od siebie az tak duzo. trudno. zly humorze odejdz i nie nachodz mnie w tej chwili, prosze
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz